sobota, 14 kwietnia 2012

24.Jednak nie będzie mój…


Następnego dnia oczywiście obudziłam się w ubraniach. Wciąż miałam na sobie koszulę Daniela. Trzeba będzie mu ją dzisiaj oddać… Ale ja nie chcę! Pachnie nim… Wstałam, przeczesałam tylko palcami włosy, po czym zeszłam na dół. W salonie siedziała Monika i oglądała telewizję. Klapnęłam sobie koło niej na kanapie. Wtedy się odezwała:
-O, cześć. Jak tam? Kaca nie masz? – zaśmiała się. To ja aż tak dużo wczoraj wypiłam?
-Nie, to znaczy trochę mnie głowa boli. A co, aż tak zabalowałam?
-No niby tak dużo nie wypiłaś, ale Danny musiał Cię odholować do pokoju.
-O nie… - jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
-No tylko mi nie mów, że nie pamiętasz wczorajszego wieczoru!
-Pamiętam do momentu, gdy weszłam do domu. – Monika się lekko podłamała. –Co Ci się stało?
-Myślałam, że dowiem się od Ciebie, co Dan robił w Twoim pokoju tak długo i czemu był taki dziwnie zadowolony. – co?!
-Dziwnie zadowolony? Był długo? Weź mnie nie strasz! – Monika parsknęła śmiechem. Teraz to już nic nie rozumiem…
-Spokojnie! Raczej nie wykorzystał Ciebie pijanej. Jak chcesz, to zapytam Erika, o co chodzi.
-Nie wyda Danny’ego. To jego przyjaciel.
-Już ja się postaram, żeby wydał. – cwaniacko się uśmiechnęła. Znając Monikę, może się udać…
W tym czasie – Danny
Pierwszą rzeczą, jaką ujrzałem po przebudzeniu, była bluzka Kasi, która leżała sobie spokojnie na krześle. Tak, ta cała w smarze. Pewnie się zastanawiacie, czemu jej nie wyrzuciłem? Jakoś nie mogłem. Świadomość, że ONA miała ją na sobie jest… Ech… Miłość jest straszna. Szczególnie ta nieodwzajemniona… Wstałem, poszedłem do łazienki i wziąłem prysznic, po czym wróciłem do pokoju. I zamiast szukać czystych rzeczy w szafie, to ja wziąłem do rąk bluzkę Kasi i usiadłem z nią na łóżku. Nie, żebym chciał się w nią ubrać! Po prostu tak na nią patrzyłem i myślałem o jej właścicielce… Nagle zadzwonił telefon. Wyrwany z rozmyślań, podskoczyłem w miejscu. Sięgnąłem po Iphone’a i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Młody, gdzie Ty jesteś? Zaraz zaczynamy próbę! – Mattias był zdenerwowany.
-Cholera zapomniałem! Już jadę! – zerwałem się z łóżka, gdy usłyszałem:
-Pojedź jeszcze po dziewczyny! – rozłączyłem się, szybko ubrałem, po czym wsiadłem w samochód i ruszyłem w stronę domu Kasi i Moniki z piskiem opon…
***
Ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałam, podeszłam do nich i otworzyłam. Na zewnątrz stał zdyszany Daniel. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, rzekł:
-Zbierajcie się. Mamy próbę.
-Co?! Dlaczego my o tym nic nie wiemy?
-No bo ja sam zapomniałem. – podrapał się po głowie.
-Dobra, wejdź. Ja się zaraz przebiorę i zawołam Monikę. – wpuściłam go do środka, po czym poszłam na górę. Po drodze zahaczyłam o pokój Moniki i powiedziałam, żeby przebrała się w coś luźniejszego, bo mamy próbę. Sama zrobiłam to samo. Po pięciu minutach byłyśmy gotowe i pojechaliśmy na miejsce, gdzie czekali już na nas Erik i Matte. Przedwczoraj koncert Danny’ego, teraz próba z E.M.Diakami, a jutro koncert. Ani chwili wytchnienia… Chociaż może dobrze, że mamy tę próbę? Może po niej Monia pogada z Erikiem o wczorajszym wieczorze? Ja muszę się dowiedzieć, co było powodem tego dziwnego zadowolenia Daniela! Ale na razie trzeba się skupić na tańcu. Bez zbędnych ceregieli, zaczęliśmy próbę…
No i już po. Wszyscy jechaliśmy do nas. Tylko tym razem ja z Danny’m, a Monia z Erikiem. Matte jechał sam. Kiedy weszliśmy do domu, poprosiłam Monikę na słówko.
-Co jest?
-Gadałaś z Erikiem?
-O czym?
-No weź mnie nie drażnij! O wczorajszym zachowaniu Daniela.
-Aaa… Tak, pytałam, ale nic nie wie. – coś kręci… Spojrzałam na nią spode łba. –Serio. Dan mu nic nie powiedział.
-No to jestem w punkcie wyjścia.
-Spokojnie. Może niedługo Danny zrobi coś, co Ci tę sprawę wyjaśni? – wychodząc z kuchni, puściła mi oczko. Mówiłam, że kręci. Wiem to! Chwilę później też wróciłam do salonu. Siedziałam między Danny’m a Erikiem i byłam przez nich miażdżona. Cóż, przeżyję. Siedzieliśmy, śmialiśmy się, aż Mattias zaczął skarżyć się na swoją przyszłą teściową. Mówił, że jest niemiła, ciągle zadaje dziwne pytania, że ogólnie się nie lubią. Wtedy Dan spojrzał na mnie i jakby się nad czymś zastanowił. Ciekawe nad czym… Matte mówił, że on oczywiście się stara, robi wszystko, czego teściowa tyran chce, żeby Cattis była szczęśliwa, ale czasem już nie ma siły. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale chyba nie umiem… Może gdy mama Catt zobaczy, że Matte jest idealnym partnerem dla jej córki, to zmieni nastawienie do niego…
Wieczorem chłopaki pożegnali się z nami i wyszli, a Monice zebrało się na pytania, co wczoraj przez cały dzień robiłam z Danny’m. No to jej opowiedziałam. W momencie, gdy mówiłam o pocałunku – zapiszczała. Kiedy mówiłam o dzieciakach, które przebiły oponę i o złości Daniela – śmiała się. A jak opowiadałam o zabawie ze smarem – robiła standardowe „ooooooo…”. Standardzik. W końcu poszłyśmy spać.
Następnego dnia nic nam się z Moniką nie chciało. Ja nie wiem, jak my przetańczymy te wszystkie piosenki na dzisiejszym koncercie… Cóż, może do wieczora wróci nam moc i chęci… Oby. Na razie trzeba wyjść z Kovu na spacer. Padło na mnie. Jak ja to kocham…! Poszliśmy do parku. On może sobie pobiegać, a ja mogę spokojnie siedzieć na ławeczce i rozkoszować się ciszą. Jedyne, co było słychać, to śpiew ptaków. Ale to mi absolutnie nie przeszkadzało. A wręcz przeciwnie. Nagle usłyszałam szczekanie. Zerwałam się na równe nogi i szybkim krokiem ruszyłam w stronę odgłosów. Dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze, a po chwili zobaczyłam Kovu szczekającego i warczącego na wysokiego brunet. Podbiegłam i wzięłam psiaka na ręce.
-Przepraszam za niego. Nie wiem, co go ugryzło. Spokój! – ostatnie słowo powiedziałam do psa, gdyż trochę się szarpał i nadal szczekał.
-Nic się nie stało. – po chwili chłopak się zaśmiał.
-Z czego się śmiejesz? – zapytałam.
-Taki mały, a tyle hałasu robi. – teraz ja też się zaśmiałam. –Jak się wabi?
-Kovu. – uśmiechnęłam się delikatnie. Przeszliśmy się kawałek. W końcu postawiłam psa na ziemi i patrząc na niego, pogroziłam palcem.
-Ja się nawet nie przedstawiłem, przepraszam. Jestem Ola. – wyciągnął rękę w moją stronę.
-Kasia. – podałam mu dłoń. Wtedy Kovu zawarczał. O co mu chodzi? Zazdrosny czy co? Muszę przyznać, że z brunetem całkiem miło mi się rozmawiało. Dowiedziałam się, że jest prawnikiem i to najbardziej uznawanym w Szwecji. Zabawny, miły. Gadaliśmy dość długo, aż w końcu musiałam wracać do domu. Wieczorem koncert, a muszę się jeszcze przygotować…

Byliśmy za kulisami, kiedy Erik powiedział, a właściwie zapytał:
-Pamiętacie nasz ostatni koncert?
-Pewnie! To był nasz pierwszy występ z wami. – odezwała się Monika.
-A pamiętacie, co wtedy robiłyście? – znów zapytał.
-Eee… A może mała podpowiedź? – tym razem ja spytałam.
-Jemu chodzi o wasze tańce wokół niego i Danny’ego. – Matte jak zawsze pomocny.
-Aaa… No pamiętamy i co?
-Mogłybyście to powtórzyć. – Erik kontynuował. Spojrzałyśmy na siebie z Moniką.
-Za dobrze by wam było! – rzekła, a ja miałam ochotę przybić z nią „piątkę”. Powstrzymałam się.
-Poza tym to nie fair wobec Mattiasa moim zdaniem. – powiedziałam.
-Czemu? – znów spytał Erik.
-No bo ja tańczę koło Dana, Monika koło Ciebie, a on stoi sam.
-On jest zajęty, więc to nawet lepiej, że stoi sam.
-Ty też jesteś zajęty.
-Ale koło mnie tańczy moja dziewczyna.
-No to poproś Monikę, żeby się powyginała koło Ciebie.
-Ale jedna to tak nie bardzo, bo… - wreszcie Dan przemówił i się zaciął.
-Bo co? – zapytałam, patrząc na niego.
-Bo… bo to nie będzie tak fajnie wyglądać. – zapadła cisza. Po chwili Matte się odezwał.
-No jeszcze tylko Danny jest wolny. – mówiąc to, spojrzał na mnie. Wiedziałam, o co mu chodzi. Spuściłam głowę w dół. Byłam mu wdzięczna, że nie powiedział Danielowi, co do niego czuję. I mam nadzieję, że tego nie zrobi… Po chwili Dan rzekł:
-Już niedługo… - zamarłam. W głowie już miałam wizje, jak Danny chodzi z jakąś dziewczyną za rękę, przytulają się, całują… Na samą myśl o tym, po policzku spłynęła mi łza, którą szybko otarłam. W końcu mieliśmy wchodzić na scenę. Show czas zacząć…
Postanowiłyśmy z Moniką, że jednak się powygłupiamy. Znów przy ostatniej piosence, którą było Jennie Let Me Love You. Spoglądając w oczy Dana, zauważyłam w nich piękne iskierki. Nie wiem tylko, co one oznaczały…
Po koncercie mieliśmy sesję zdjęciową. Najpierw każdy z osobna, potem cały zespół razem. Pierwszy był Daniel. Fotka wyglądała mniej więcej tak: <klik> Kolana miękną, co?  Następny był Mattias. <klik> Z niego też niezłe ciacho. Ostatni był Erik. I już sama nie wiem, które zdjęcie, a raczej model fajniejszy. <klik> Teraz to już naprawdę mi kolana zmiękły. Chociaż chyba nie powinnam tak mówić. W końcu to chłopak mojej najlepszej przyjaciółki. A ja kocham Daniela. Tylko że on nigdy nie będzie mój…
Siedzieliśmy wszyscy u nas w salonie. Ja siedziałam z odchyloną głową do tyłu, położoną na oparciu kanapy, z zamkniętymi oczyma. Odpłynęłam. Nie słuchałam nawet zbytnio, co mówią chłopaki. Ale nagle usłyszałam coś, co mnie wręcz rozbudziło.
-Chłopaki, wy wiecie, że nasza skromna, kochana Kasia posiada nagrodę za pierwsze miejsce w turnieju tanecznym? – rzekł Erik. Momentalnie oczy mi się otworzyły. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego, pytając:
-Skąd o tym wiesz?
-Twój puchar spadł mi na głowę, gdy przez piwnicę wchodziłem do was. Wiesz kiedy… - pacnęłam się ręką w czoło. Mogłam o tym pomyśleć.
-Czemu ja o tym nic nie wiem? – spytał Danny, patrząc na mnie lekko oburzonym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami.
-Przecież się właśnie dowiedziałeś. – rzekłam bez jakichkolwiek emocji, uczuć, nie patrząc na niego.
-Ale nie od Ciebie.
-A czy to ważne od kogo?
-Dla mnie tak.
-Dlaczego? – spojrzałam na niego. Nic nie powiedział, tylko patrzył mi w oczy. –No właśnie. – odwróciłam wzrok. Po chwili on też to zrobił. I chyba się wkurzył, bo po chwili wstał i wyszedł, trzaskając drzwiami. Ja poszłam do swojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz