Następnego dnia oczywiście obudziłam się w ubraniach.
Wciąż miałam na sobie koszulę Daniela. Trzeba będzie mu ją dzisiaj oddać… Ale
ja nie chcę! Pachnie nim… Wstałam, przeczesałam tylko palcami włosy, po czym
zeszłam na dół. W salonie siedziała Monika i oglądała telewizję. Klapnęłam
sobie koło niej na kanapie. Wtedy się odezwała:
-O, cześć. Jak tam? Kaca nie masz? – zaśmiała się. To
ja aż tak dużo wczoraj wypiłam?
-Nie, to znaczy trochę mnie głowa boli. A co, aż tak
zabalowałam?
-No niby tak dużo nie wypiłaś, ale Danny musiał Cię
odholować do pokoju.
-O nie… - jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
-No tylko mi nie mów, że nie pamiętasz wczorajszego
wieczoru!
-Pamiętam do momentu, gdy weszłam do domu. – Monika
się lekko podłamała. –Co Ci się stało?
-Myślałam, że dowiem się od Ciebie, co Dan robił w
Twoim pokoju tak długo i czemu był taki dziwnie zadowolony. – co?!
-Dziwnie zadowolony? Był długo? Weź mnie nie strasz! –
Monika parsknęła śmiechem. Teraz to już nic nie rozumiem…
-Spokojnie! Raczej nie wykorzystał Ciebie pijanej. Jak
chcesz, to zapytam Erika, o co chodzi.
-Nie wyda Danny’ego. To jego przyjaciel.
-Już ja się postaram, żeby wydał. – cwaniacko się
uśmiechnęła. Znając Monikę, może się udać…
W tym czasie – Danny
Pierwszą rzeczą, jaką ujrzałem po przebudzeniu, była
bluzka Kasi, która leżała sobie spokojnie na krześle. Tak, ta cała w smarze. Pewnie
się zastanawiacie, czemu jej nie wyrzuciłem? Jakoś nie mogłem. Świadomość, że
ONA miała ją na sobie jest… Ech… Miłość jest straszna. Szczególnie ta
nieodwzajemniona… Wstałem, poszedłem do łazienki i wziąłem prysznic, po czym
wróciłem do pokoju. I zamiast szukać czystych rzeczy w szafie, to ja wziąłem do
rąk bluzkę Kasi i usiadłem z nią na łóżku. Nie, żebym chciał się w nią ubrać!
Po prostu tak na nią patrzyłem i myślałem o jej właścicielce… Nagle zadzwonił
telefon. Wyrwany z rozmyślań, podskoczyłem w miejscu. Sięgnąłem po Iphone’a i
nacisnąłem zieloną słuchawkę.
-Halo?
-Młody, gdzie Ty jesteś? Zaraz zaczynamy próbę! –
Mattias był zdenerwowany.
-Cholera zapomniałem! Już jadę! – zerwałem się z
łóżka, gdy usłyszałem:
-Pojedź jeszcze po dziewczyny! – rozłączyłem się,
szybko ubrałem, po czym wsiadłem w samochód i ruszyłem w stronę domu Kasi i
Moniki z piskiem opon…
***
Ktoś zadzwonił do drzwi. Wstałam, podeszłam do nich i otworzyłam.
Na zewnątrz stał zdyszany Daniel. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, rzekł:
-Zbierajcie się. Mamy próbę.
-Co?! Dlaczego my o tym nic nie wiemy?
-No bo ja sam zapomniałem. – podrapał się po głowie.
-Dobra, wejdź. Ja się zaraz przebiorę i zawołam
Monikę. – wpuściłam go do środka, po czym poszłam na górę. Po drodze zahaczyłam
o pokój Moniki i powiedziałam, żeby przebrała się w coś luźniejszego, bo mamy
próbę. Sama zrobiłam to samo. Po pięciu minutach byłyśmy gotowe i pojechaliśmy
na miejsce, gdzie czekali już na nas Erik i Matte. Przedwczoraj koncert
Danny’ego, teraz próba z E.M.Diakami, a jutro koncert. Ani chwili wytchnienia…
Chociaż może dobrze, że mamy tę próbę? Może po niej Monia pogada z Erikiem o
wczorajszym wieczorze? Ja muszę się dowiedzieć, co było powodem tego dziwnego
zadowolenia Daniela! Ale na razie trzeba się skupić na tańcu. Bez zbędnych
ceregieli, zaczęliśmy próbę…
No i już po. Wszyscy jechaliśmy do nas. Tylko tym
razem ja z Danny’m, a Monia z Erikiem. Matte jechał sam. Kiedy weszliśmy do
domu, poprosiłam Monikę na słówko.
-Co jest?
-Gadałaś z Erikiem?
-O czym?
-No weź mnie nie drażnij! O wczorajszym zachowaniu Daniela.
-Aaa… Tak, pytałam, ale nic nie wie. – coś kręci…
Spojrzałam na nią spode łba. –Serio. Dan mu nic nie powiedział.
-No to jestem w punkcie wyjścia.
-Spokojnie. Może niedługo Danny zrobi coś, co Ci tę
sprawę wyjaśni? – wychodząc z kuchni, puściła mi oczko. Mówiłam, że kręci. Wiem
to! Chwilę później też wróciłam do salonu. Siedziałam między Danny’m a Erikiem
i byłam przez nich miażdżona. Cóż, przeżyję. Siedzieliśmy, śmialiśmy się, aż
Mattias zaczął skarżyć się na swoją przyszłą teściową. Mówił, że jest niemiła,
ciągle zadaje dziwne pytania, że ogólnie się nie lubią. Wtedy Dan spojrzał na
mnie i jakby się nad czymś zastanowił. Ciekawe nad czym… Matte mówił, że on
oczywiście się stara, robi wszystko, czego teściowa tyran chce, żeby Cattis
była szczęśliwa, ale czasem już nie ma siły. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale
chyba nie umiem… Może gdy mama Catt zobaczy, że Matte jest idealnym partnerem
dla jej córki, to zmieni nastawienie do niego…
Wieczorem chłopaki pożegnali się z nami i wyszli, a
Monice zebrało się na pytania, co wczoraj przez cały dzień robiłam z Danny’m.
No to jej opowiedziałam. W momencie, gdy mówiłam o pocałunku – zapiszczała.
Kiedy mówiłam o dzieciakach, które przebiły oponę i o złości Daniela – śmiała
się. A jak opowiadałam o zabawie ze smarem – robiła standardowe „ooooooo…”. Standardzik.
W końcu poszłyśmy spać.
Następnego dnia nic nam się z Moniką nie chciało. Ja
nie wiem, jak my przetańczymy te wszystkie piosenki na dzisiejszym koncercie…
Cóż, może do wieczora wróci nam moc i chęci… Oby. Na razie trzeba wyjść z Kovu
na spacer. Padło na mnie. Jak ja to kocham…! Poszliśmy do parku. On może sobie
pobiegać, a ja mogę spokojnie siedzieć na ławeczce i rozkoszować się ciszą.
Jedyne, co było słychać, to śpiew ptaków. Ale to mi absolutnie nie
przeszkadzało. A wręcz przeciwnie. Nagle usłyszałam szczekanie. Zerwałam się na
równe nogi i szybkim krokiem ruszyłam w stronę odgłosów. Dźwięki stawały się
coraz wyraźniejsze, a po chwili zobaczyłam Kovu szczekającego i warczącego na
wysokiego brunet. Podbiegłam i wzięłam psiaka na ręce.
-Przepraszam za niego. Nie wiem, co go ugryzło.
Spokój! – ostatnie słowo powiedziałam do psa, gdyż trochę się szarpał i nadal
szczekał.
-Nic się nie stało. – po chwili chłopak się zaśmiał.
-Z czego się śmiejesz? – zapytałam.
-Taki mały, a tyle hałasu robi. – teraz ja też się
zaśmiałam. –Jak się wabi?
-Kovu. – uśmiechnęłam się delikatnie. Przeszliśmy się
kawałek. W końcu postawiłam psa na ziemi i patrząc na niego, pogroziłam palcem.
-Ja się nawet nie przedstawiłem, przepraszam. Jestem
Ola. – wyciągnął rękę w moją stronę.
-Kasia. – podałam mu dłoń. Wtedy Kovu zawarczał. O co
mu chodzi? Zazdrosny czy co? Muszę przyznać, że z brunetem całkiem miło mi się
rozmawiało. Dowiedziałam się, że jest prawnikiem i to najbardziej uznawanym w
Szwecji. Zabawny, miły. Gadaliśmy dość długo, aż w końcu musiałam wracać do
domu. Wieczorem koncert, a muszę się jeszcze przygotować…
Byliśmy za kulisami, kiedy Erik powiedział, a
właściwie zapytał:
-Pamiętacie nasz ostatni koncert?
-Pewnie! To był nasz pierwszy występ z wami. –
odezwała się Monika.
-A pamiętacie, co wtedy robiłyście? – znów zapytał.
-Eee… A może mała podpowiedź? – tym razem ja spytałam.
-Jemu chodzi o wasze tańce wokół niego i Danny’ego. –
Matte jak zawsze pomocny.
-Aaa… No pamiętamy i co?
-Mogłybyście to powtórzyć. – Erik kontynuował.
Spojrzałyśmy na siebie z Moniką.
-Za dobrze by wam było! – rzekła, a ja miałam ochotę
przybić z nią „piątkę”. Powstrzymałam się.
-Poza tym to nie fair wobec Mattiasa moim zdaniem. –
powiedziałam.
-Czemu? – znów spytał Erik.
-No bo ja tańczę koło Dana, Monika koło Ciebie, a on
stoi sam.
-On jest zajęty, więc to nawet lepiej, że stoi sam.
-Ty też jesteś zajęty.
-Ale koło mnie tańczy moja dziewczyna.
-No to poproś Monikę, żeby się powyginała koło Ciebie.
-Ale jedna to tak nie bardzo, bo… - wreszcie Dan
przemówił i się zaciął.
-Bo co? – zapytałam, patrząc na niego.
-Bo… bo to nie będzie tak fajnie wyglądać. – zapadła
cisza. Po chwili Matte się odezwał.
-No jeszcze tylko Danny jest wolny. – mówiąc to,
spojrzał na mnie. Wiedziałam, o co mu chodzi. Spuściłam głowę w dół. Byłam mu
wdzięczna, że nie powiedział Danielowi, co do niego czuję. I mam nadzieję, że
tego nie zrobi… Po chwili Dan rzekł:
-Już niedługo… - zamarłam. W głowie już miałam wizje,
jak Danny chodzi z jakąś dziewczyną za rękę, przytulają się, całują… Na samą
myśl o tym, po policzku spłynęła mi łza, którą szybko otarłam. W końcu mieliśmy
wchodzić na scenę. Show czas zacząć…
Postanowiłyśmy z Moniką, że jednak się powygłupiamy.
Znów przy ostatniej piosence, którą było Jennie Let Me Love You. Spoglądając w
oczy Dana, zauważyłam w nich piękne iskierki. Nie wiem tylko, co one oznaczały…
Po koncercie mieliśmy sesję zdjęciową. Najpierw każdy z
osobna, potem cały zespół razem. Pierwszy był Daniel. Fotka wyglądała mniej
więcej tak: <klik>
Kolana miękną, co? Następny był Mattias.
<klik>
Z niego też niezłe ciacho. Ostatni był Erik. I już sama nie wiem, które
zdjęcie, a raczej model fajniejszy. <klik>
Teraz to już naprawdę mi kolana zmiękły. Chociaż chyba nie powinnam tak mówić.
W końcu to chłopak mojej najlepszej przyjaciółki. A ja kocham Daniela. Tylko że
on nigdy nie będzie mój…
Siedzieliśmy wszyscy u nas w salonie. Ja siedziałam z
odchyloną głową do tyłu, położoną na oparciu kanapy, z zamkniętymi oczyma.
Odpłynęłam. Nie słuchałam nawet zbytnio, co mówią chłopaki. Ale nagle
usłyszałam coś, co mnie wręcz rozbudziło.
-Chłopaki, wy wiecie, że nasza skromna, kochana Kasia
posiada nagrodę za pierwsze miejsce w turnieju tanecznym? – rzekł Erik.
Momentalnie oczy mi się otworzyły. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego,
pytając:
-Skąd o tym wiesz?
-Twój puchar spadł mi na głowę, gdy przez piwnicę
wchodziłem do was. Wiesz kiedy… - pacnęłam się ręką w czoło. Mogłam o tym
pomyśleć.
-Czemu ja o tym nic nie wiem? – spytał Danny, patrząc na
mnie lekko oburzonym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami.
-Przecież się właśnie dowiedziałeś. – rzekłam bez
jakichkolwiek emocji, uczuć, nie patrząc na niego.
-Ale nie od Ciebie.
-A czy to ważne od kogo?
-Dla mnie tak.
-Dlaczego? – spojrzałam na niego. Nic nie powiedział,
tylko patrzył mi w oczy. –No właśnie. – odwróciłam wzrok. Po chwili on też to
zrobił. I chyba się wkurzył, bo po chwili wstał i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Ja poszłam do swojego pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz