Kocham Cię za niego <3
_________________________________
Miesiąc później...
Nareszcie wyruszyliśmy całą paczką w pierwszą trasę koncertową. E.M.D. powróciło, a wraz z nimi, piękne tancerki. Lecieliśmy teraz prywatnym samolotem do Polski. Kasia siedziała z Moniką i Cattias na sofie naprzeciw. Tak, Catt pojechała z nami. Powiedziała, że przydadzą jej się wakacje. Menadżer spacerował przez całą długość samolotu, rozmawiając przez telefon. O czym rozmawiał ? Nie wiem. Ubrałem słuchawki i zatopiłem myśli w laptopie. Erik o ile się nie mylę, grał w Tetrisa na telefonie, a Matt coś pisał w swoim tajemnym kajecie. Gdy zostało nam pół godziny do lądowania, dziewczyny próbowały nas poduczyć parę polskich słówek. Oczywiście wpierw wszystko przekręcaliśmy, z czego obie miały niezły ubaw. Czas szybko zleciał, a my właśnie wysiadaliśmy z samolotu w Balicach. Tak, jesteśmy w Krakowie. Przeszliśmy tunelem do odprawy. Zdziwiłem się, kiedy nie zobaczyłem ani jednego fana na lotnisku. Mimo to, widziałem porozwieszane plakaty o naszym koncercie dziś wieczorem. Nikt na nas nie spojrzał z cieniem ekscytacji. Byliśmy potraktowani jak normalni ludzie w obcym dla siebie kraju. Zatrzymaliśmy się przed głównym wejściem. Może nie jesteśmy aż tak bardzo popularni w Polsce ?
- Dziwne... Nie ma fanów. - rzekł Erik, rozglądając się dookoła i obejmując Moniki pas ręką.
- Powinno tu być pełno fanek. Dzwoniło do mnie nawet pare dziewczyn o potwierdzenie, że dzisiaj przyjeżdżacie. - podrapała się po głowie.
- Trudno, może na koncercie będzie ich więcej. - uśmiechnęła się Kasia i przytuliła do mnie mocniej, próbując mnie w ten sposób pocieszyć.
Pocałowałem ją w głowę i po chwili wsiedliśmy do specjalnego samochodu. Gdzieś mniej więcej w połowie drogi znów zadzwonił telefon menadżera. Mówił tym razem po Polsku, więc nie zrozumieliśmy ani słowa. Jedynie jakieś tam prostsze słówka udało nam się wyłapać, ale i tak mało zrozumieliśmy. Gdy się rozłączył, odwrócił się do nas, mówiąc:
- Przenieśli was z zarezerwowanego hotelu, do jakiegoś domku na obrzeżach. Facet przeprosił, że tak wyszło, ale teraz jakieś wycieczki przyjechały zza granicy z jakimiś ważnymi ludźmi.
- Zaczyna się fajnie. - powiedział Mattias.
- Nie będzie aż tak źle. - uśmiechnęła się Monika do nas wszystkich.
Po prawie dobrej godzinie byliśmy na miejscu. Wyciągnęliśmy rzeczy z samochodu i aż osłupieliśmy z wrażenia. Transport odjechał, a naszym oczom ukazał się nasz hotel. Ilość gwiazdek: -20 ! Ten domek ledwo się trzymał swojej konstrukcji.
- Co to ma być ?! - powiedziałem na głos z wyrzutem, oraz pokazując rękę na nasz tymczasowy dom.
- To są chyba jakieś jaja ! - powiedział oburzony Erik, po czym zaczął rozglądać się dookoła.
- Dzwońcie do tego kolesia ! Co on sobie wyobraża ?! - troszkę mnie nerwy poniosły. - Ja płacę - ja wymagam !
- Kto płaci, ten płaci. - rzekł menadżer, zasłaniając dłonią telefon. - Tak ? Halo... Słabo pana słyszę...
- Nie ma tu zasięgu. - powiedział Matt, trzymając wysoko rękę.
- Bomba. Jesteśmy odcięci od świata. - rozłożyłem bezradnie ręce.
- Oj tam, przesadzasz. Wytrzymacie jeden dzień bez najnowszej technologii. Przedtem jakoś wam się udawało. - rzekła Kasia, idąc przed siebie.
- Czekaj ! - złapałem ją za dłoń. - Nie idź tam na razie. Musimy znaleźć jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji.
- Nie wiem jak wy, ale ja pójdę zobaczyć, co nas w ogóle czeka w środku. Przecież mnie tam nic nie zje. - zaśmiała się, zerkając na Monikę. - Idziesz ze mną ?
- Jasne ! - brunetka ucieszyła się na ten pomysł i ruszyła do przodu.
- Hola, hola ! - Erik złapał ją za ramię i zatrzymał. - Ty nigdzie nie pójdziesz.
- Dlaczego ? - zapytała ze złością w głosie, odwracając się w jego stronę.
- W Twoim stanie - zapomnij. Pamiętaj o naszym skarbie. - mówiąc, przejechał dłonią po jej brzuchu.
- Przesadzasz. Skoro mogę tańczyć, to mogę też iść się tam rozejrzeć. - powiedziała i odwróciła się, na co Erik rzekł stanowczo:
- Monika !
- Oj no dobra, idź. - brunetka zrezygnowała i stanęła obok chłopaka, a gestem ręki zaprosiła go, żeby szedł pierwszy.
- Macie tu czekać na mnie. - mówiąc, spojrzał na nas wszystkich z osobna. Zaraz po tym cmoknął dziewczynę w usta, a potem znów i odwrócił się.
- A to co było ? - zapytałem, pokazując na niego otwartą dłonią.
- Jeden na zachętę, jeden na odwagę. - zaraz po tym, odwrócił się do Moniki, uśmiechnął się i ruszył przed siebie.
My oczywiście powoli szliśmy za nim. Kiedy brunet znikł we wnętrzu nastała błoga cisza. Parę minut później rozległ się pisk i po sekundzie Erik wybiegł na zewnątrz. Z obrzydzenia aż śmiał się i oganiał dłońmi po ramionach. Aż nam wszystkim serce przyspieszyło.
- Co się stało ?! Co tam było ?! Erik, no powiedz coś w końcu ! - powiedziała Monika, trzymając dłoń na jego pochylonej sylwetce, która łapała oddech. Spojrzał na nas wszystkich i prawie wykrzyczał:
- Pająki ! Wszędzie pełno pajęczyn ! Fuuuu ! - chłopak otrzepywał całe ciało z grymasem obrzydzenia.
- Echh, wiedziałem że to się tak skończy,. - rzekł Mattias, klepiąc Erika po ramieniu.
- Dobra, ja pójdę. - powiedziałem, ściągając kurtkę. Oddałem ją Kasi, a ona cmoknęła mnie w usta, mówiąc:
- Uważaj na siebie. - uśmiechnąłem się i odpowiedziałem:
- Będę.
Odwróciłem się od reszty i stanąłem w progu. Wziąłem głęboki wdech i wszedłem do środka. Wnętrze przypominało trochę te chatki w filmach, gdzie zazwyczaj ludzie przed telewizorami krzyczą: "Nie wchodź tam !". Rzeczywiście, pełno pajęczyn, skrzypiąca podłoga, dziury w dachu, przez które dostaje się światło. Nie ma mowy, żebyśmy dzisiaj tutaj spędzili noc. Nie ma czego tu dalej szukać. Odwróciłem się, ale jedna rzecz przykuła moją uwagę. Na górnym piętrze, do którego nie było schodów, zobaczyłem dziewczynkę. Stała w miejscu, gdzie nie docierało światło. Próbowałem jej się przyjrzeć, ale niewiele mogłem zobaczyć. Za to czułem jak wzrok tej dziewczynki przeszywa moje ciało. Szybko stamtąd wyszedłem. Gdy tylko znalazłem się na zewnątrz, pierwsza odezwała się Cattias:
- Dan, wszystko w porządku ? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha. - gdy mówiła, pochyliłem się po przodu i przejechałem dłońmi po twarzy.
- Bo widziałem. Małą dziewczynkę. Czułem jej wzrok na sobie. - rzekłem, po czym wszyscy spojrzeliśmy do wnętrza domu.
Nagle poczułem na sobie czyjąś dłoń, która mocno złapała mnie za ramię. Zaraz po tym wszyscy złączyliśmy się we wspólnym krzyku. Za nami stał facet, około 50-tki. Ubrany był w strój maskujący. Na ramieniu miał strzelbę, a koło nóg pałętał się pies. Na moje oko wyżeł.
- Chyba mam zawał. - powiedział Erik, łapiąc się za klatkę piersiową.
- Niech pan nas tak nie straszy ! - powiedziała Kasia, łapiąc oddech.
- Hahahah, przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. - mówiąc, próbował opanować swój śmiech.
- Kim pan jest ? - zapytał menadżer.
- Nazywam się Bronisław Węglowski. Możecie mi mówić Bronek. Werat, siad ! - pies posłusznie usiadł obok nogi pana, ale nadal bacznie się nam przyglądał.
- Może Pan nas poratuje ? - zapytała Monika.
- Ten domek miał być naszym "hotelem zastępczym". Mieliśmy w nim spędzić dzień, ponieważ wieczorem...
- Aaa, coś słyszałem. To wy jesteście tym zespołem ze Szwecji, tak ? - zapytał, drapiąc się po krótkiej, czarnej jak smoła bródce.
- Tak, kojarzy nas pan ? Jesteśmy zespołem E.M.D. - wyszczerzyliśmy się, gdy Matt skończył mówić.
- Nie. - rzekł krótko. - Chodźcie ze mną dzieci, bo zanosi się na deszcz. - mówiąc, ruszył przed siebie.
- Deszcz ? - rozejrzałem się po niebie. - Jaki deszcz ?
Minęło 20 minut drogi i byliśmy prawie cali mokrzy. Albo mamy cholernego pecha, albo ten koleś jest jakimś magikiem. Szliśmy przez jakiś las, wpadaliśmy na jakieś pajęczyny.... Sam nie wiem, co tu się dzieje. Albo to jest cholernie głupi żart, albo cholerna rzeczywistość Polski. My, jako dżentelmeni nieśliśmy swoje bagaże oraz naszych dziewczyn. Na szczęście, w oddali zobaczyliśmy domek w o wiele lepszym stanie od tamtego. Zaraz obok znajdowała się taka jakby szopa, a przez otwarte drzwi wyglądały dwa konie. Starszy mężczyzna zaprosił nas do środka. Wnętrze było typowo myśliwskie. Na ścianach jakieś poroża, wypchane głowy, na podłodze skóry zwierząt.
- Pewnie przemarzliście. Tu na prawo jest łazienka, możecie się w niej odświeżyć. Ja w tym czasie zrobię wam herbatkę, która was postawi na nogi. - uśmiechnął się i wraz z psem ruszył w kierunku kuchni.
Każdy z nas po kolei wędrował do łazienki. My oboje z Kasią byliśmy najszybsi i przebraliśmy się jako pierwsi. Ja podszedłem do kominka i za wcześniejszą zgodą, zapaliłem. Kasia siedziała na kanapie i przecierała ręcznikiem mokre włosy. Pan Bronek postawił na stoliku kubki oraz 3 koce. Przytulając się jednym, owinęliśmy się nim. Nie dość, że było nam przyjemnie, to i jeszcze ciepło. Gdy wszyscy byli już przebrani, Pan Bronek usiadł na krześle tak, aby nas wszystkich widzieć.
- Co was tu sprowadza ? - zapytał, głaszcząc psa po głowie.
- Koncert. - powiedziała Monika, ogrzewając dłonie na gorącym kubku.
- To wy wszyscy w nim śpiewacie ?
- Niee, my jesteśmy tancerkami. - Kasia mówiąc, wskazała na siebie i dziewczynę obok Erika. - Chłopaki w nim śpiewają.
- I kiedy macie ten koncert ?
- Dziś. - powiedziała. My w ogóle się nie udzielaliśmy, ponieważ rozmawiali po polsku, więc nie mieliśmy pojęcia, o co chodzi. Co jakiś czas tłumaczyły nam, o czym mowa.
- Wchodziliście do tego domu ? - zapytał z poważną miną.
- Tylko Erik z Danny'm. - zrozumiałem, że o nas mowa.
- To niedobrze.... - rzekł i wstał z krzesła, podchodząc do jakiegoś regału.
Kasia spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem.
- Źle zrobiliście, że tam weszliście. - powiedziała w naszym języku.
- Co ? Czemu ?
- Widzieli coś w środku ? - zapytał, patrząc na nią.
- Daniel mówił, że widział jakąś dziewczynkę, która patrzyła na niego.
- Wyglądała tak jak ta ? - mówiąc, wskazał palcem na ilustrację w książce. Kiwnąłem głową. - Masz poważne kłopoty chłopcze.
Serce gwałtownie mi przyspieszyło, gdy zobaczyłem przerażony wzrok Kasi.
- Ta dziewczynka została brutalnie zgwałcona i zamordowana w tym domu przez swego ojca. Jej ciało znalezione dopiero po roku, ale jej duch nadal pozostał. Każdy, kto tylko zobaczy jej ducha, umiera szybko i w niewyjaśionych okolicznościach.
Zapadła cisza, a wszyscy patrzyli na mnie. Teraz przestraszyłem się nie na żarty.
- Dużo stwierdzono takich przypadków ? - zapytała Monika.
- W tym roku było już 7, a w tamtym roku 12.
Widziałem, jak Kasi do oczu napłynęły łzy. Przytuliłem ją mocniej. Nie opuszczę jej, choćby nie wiem co.
- Ooo, przestało padać. - powiedział Pan Bronek, wyglądając przez okno. - O której macie koncert ?
- O 19. - rzekła Monika, szukając telefonu.
- Jest 18. Przyjedzie po was jakiś transport ? - zapytał, spoglądając na dziewczyny.
- Mieliśmy dzwonić po taksówkę.
- Pfff, taksówka. Ja was zawiozę i to za darmo. - uśmiechnął się. - Idźcie się wystroić, a ja się zajmę transportem.
- Ale naprawdę nie trzeba. Zamówimy taksówkę. - próbowała zmienić jego nastawienie Kasia.
- Moi drodzy, jesteście u mnie gośćmi, więc tym bardziej powinienem. Poza tym, będę bardziej spokojny gdy będę wiedzieć, że dojechaliście cało. - spojrzał na mnie ukradkiem. - Za pół godziny wyjeżdżamy. - po czym wyszedł na zewnątrz.
Wszyscy wstali do swoich bagaży. Na początku trwała cisza, ale z czasem wzrastały rozmowy. Gdy się przebrałem, podszedłem do lustra wiszącego przed drzwiami. Poprawiłem to i owo, a następnie wziąłem się za układanie włosów. Kasia podeszła do mnie, przyglądając się ruchom moich dłoni.
- Zobaczysz Daniel, wszystko będzie okej. - odwróciłem się do niej.
- Kotku, Ty w to wierzysz ? Dla mnie to jest bardzo podejrzane. Nie daje się ponieść chorej fantazji.
- Daniel, ja się po prostu o Ciebie boję. - mówiąc, przytuliła się do mnie. Odwzajemniłem uścisk.
- Damy sobie radę. I nie płacz, bo będziesz musiała się wymalować od nowa. - pocałowałem ją w czoło.
Dziewczyna uśmiechnęła się i powędrowała do łazienki. Niedługo potem byliśmy wszyscy gotowi, oprócz oczywiście Erika.
- Wiesz co Monika, zawsze sądziłem, że to Tobie tyle schodzi na przygotowaniu się do wyjścia. - powiedziałem, uśmiechając się szeroko i zerkając to na lustro, to na nią.
- Wypraszam sobie ! Więcej was matka nie miała w tym domu ?! Wszedłem ostatni do łazienki. - mówił Erik z jej wnętrza. - Kochanie, widziałaś mój perfum ?!
Pacnąłem się w czoło, a w tym momencie do domu wszedł Pan Bronek.
- Gotowi ? - zapytał, rozglądając się po nas. - Jej, jacy odstrzeleni... I wypachnieni. - uśmiechnął się.
- Oprócz jednego gościa. - powiedziałem ciszej, zasłaniając dłonią usta.
- Słyszałem ! - krzyknął jeszcze z łazienki
- No pośpiesz się, bo nie zdążymy ! - odkrzyknąłem.
- No, dobra. Możemy iść. - powiedział, zamykając drzwi.
Wszyscy po kolei zaczęli wychodzić. Ja mimo to zostałem w środku.
- Ty... Czekaj. Coś mi tu nie pasi. - mówiąc, zrobiłem poważną minę i patrzyłem w jeden punkt na jego koszulce.
- Co ? - spojrzał w to samo miejsce.
- Nic. - rzekłem i dałem mu plaskacza. Ja wpadłem w dziki brecht wraz z Moniką, a Erik dopiero po paru sekundach dołączył do nas.
- Ty świnio. Zapamiętam sobie. - zagroził mi palcem.
Wszyscy stali na tarasie. Pan Bronek gdzieś wybył, więc czekaliśmy na jego pojazd.
- Czym my właściwie tam pojedziemy ? - zapytała Cattias.
- Mam nadzieję, że limuzyną. - rzekł Erik, pokazując język.
- Marzy Ci się. Na piechotę będziesz szedł.
- Albo będziesz pchał samochód. - zaśmiał się Mattias.
- Jaki samochód ? - zapytał Pan Bronek podjeżdżając do nas wozem zaprzęgniętym w dwa konie, które widziałem wcześniej.
Wszyscy stanęli jak wmurowani. Oprócz Moniki i Kasi.
- Jakie śliczne. To parka ? - zapytało Moje Kochanie, głaszcząc karego konia po szyi.
- Nie, to klaczki. Nie są już takie młode, ale i tak jeszcze dobrze mi służą.
- No, to gdzie ten samochód ? - zapytał Erik, rozglądając się dookoła.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę. Wóz wyglądał na typowo wiejski. Często taki widziałem na filmach. Był długi i miał kształt litery 'V'.
- No to proszę się pakować do środka i jedziemy. - uśmiechnął się starszy pan, po czym zawołał swojego wiernego towarzysza, który po chwili siedział obok niego.
Kiedy wszyscy już usiedli, ruszyliśmy do przodu. Cattias z Mattem i menadżerem usiedli na przodzie, Kasia z Moniką na środku, a ja z Erikiem siedzieliśmy na końcu. Ściśnięci, ale siedzieliśmy. Gdy patrzyliśmy w dół, widzieliśmy jak my się poruszamy.
- Jak myślisz, to wszystko jest na serio ? - zapytał Erik, odrywając wzrok z drogi i patrząc na mnie.
- Sam nie wiem, co myśleć. Wydaje mi się to wszystko podejrzane, ale byłem wcześniej w Polsce. Może ten rejon jest jakiś taki bardziej "zacofany".
Zapadła cisza. Oboje znów patrzyliśmy w dół.
- A z tym domem... Jak sądzisz ?
- Wydaje mi się to żartem, ale wszystkiego trzeba się spodziewać.
Nagle wóz szarpnął mocniej, a my obaj z Erikiem wylądowaliśmy na drodze. Oczywiście on spadł na mnie.
- Prrr ! - powiedział Pan Bronek, po czym zaczął się śmiać.
- Wiedziałem, że to się tak skończy. - rzekł Mattias, po czym wraz z innymi miał niezłą uciechę.
- Złaź ze mnie ! - powiedziałem, próbując go ze mnie ściągnąć.
- Niewygodny jesteś. Wszystko przez te mięśnie. - mówiąc, powoli wstawał.
- Ty ich za to nie masz. - rzekłem, otrzepując się.
- Ty się blondyn nie wymądrzaj, bo oberwiesz. - zacisnął pięści i przebierał nogami.
- Dobra, chodź łosiu. - klepnąłem go w ramię i podszedłem do wozu.
Oboje znów na nim usiedliśmy tak, jak przedtem.
- Bo znowu zlecicie. - rzekła Kasia, uśmiechając się.
- Tym razem go wcześniej popchnę. - wyszczerzyłem się, a w tym momencie dostałem od Erika plaskacza.
- Ooo, siadło. Hahaha ! - zaczęliśmy się szarpać, śmiejąc się nawzajem i grożąc sobie.
Kiedy wyjechaliśmy z lasu, konie przyspieszyły tępo. Ile mieliśmy obaj śmiechu, gdy za nami, a przodem do nas dwóch jechały samochody. Wjechaliśmy w Kraków po jakichś 40 minutach. Tu spotkało nas kolejne rozczarowanie. Przed sceną nie spotkaliśmy ani jednego fana. Coś tu jest serio podejrzane. Pan Bronek zatrzymał się obok sceny. Pierwsi z niego zsiedliśmy i pomogliśmy dziewczynom zejść. Obaj wzięliśmy je na ręce.
- Co odgapiasz ? - powiedział.
- Ja ? To Ty odgapiasz ! - mówiąc, nawet nie drgnąłem.
- Nie chwal się tymi mięśniami tak, bo na mnie nie działają.
- No tak, zazdrosny jesteś, że ja je mam, a Ty nie. - uśmiechnąłem się triumfalnie.
- Poczekaj Kotku. - postawił Monikę na ziemi, więc wolałem zrobić to samo. - Chodź tu Danis ! Danis
Krzyczał za mną, gdy ja uciekałem przed nim, gdzie tylko mogłem. W pewnym momencie Erik dał za wygraną, a ja mogłem spokojnie zatrzymać się koło Kasi. Gdy chcieliśmy się pożegnać z Panem Bronkiem, menadżer pilnie i natychmiastowo wezwał nas za kulisy.
- Co się stało ? - zapytałem, widząc minę menadżera.
- Okazało się, że prezydent miasta nie może wam zapłacić za koncert i został on odwołany.
- CO ?! - krzyknęli wszyscy.
Menadżer rozłożył bezradnie ramiona.
- Aha, jest jeszcze coś... - zaczął, mówić, ale w tle usłyszeliśmy głos tłumu skaldującego "E ! M ! D !". Spojrzeliśmy na siebie z chłopakami i wyszliśmy na scenę. Przed nią i na niej zobaczyliśmy kamery. Tłum, który widzieliśmy w oddali zaczął biec, krzycząc. Patrzyliśmy po sobie zszokowani. Co jest grane ? Wtedy na scenę wbiegł nasz menadżer z mikrofonem w ręku i nasze dziewczyny z kwiatami.
- Mamy was ! Właśnie zostaliście wkręceni !
Z wrażenia złapałem się za głowę i zacząłem śmiać. Nie spodziewałem się, że to będzie żart. A jednak ! Odebrałem kwiaty od Kasi i gdy mocno ją przytuliłem, szepnąłem jej do ucha:
- Też w tym maczałaś palce ?
- Tak, przepraszam. - odsunęła się ode mnie i zakryła dłońmi usta, by ukryć śmiech.
- Oj, oberwie Ci się za to. - uśmiechnąłem się szeroko i cmoknąłem ją w usta.
- Nie sądziłem że mi się to uda, ale okazja nasunęła się sama. - powiedział menadżer, patrząc na nas z uśmiechem na ustach.
Spojrzałem na chłopaków i już wiedzieliśmy, o czym każdy z nas myślał. Podbiegliśmy do niego i zaczęliśmy go podrzucać. Dawno tak dobrze się nie bawiliśmy. Po chwili odstawiliśmy go na ziemię i podchodząc do mikrofonów, powiedzieliśmy:
- Tu zespół E.M.D. i właśnie zostaliśmy wkręceni.
Tłum zaczął wrzeszczeć, a w głośnikach rozbrzmiały pierwsze nuty "Jennie Let Me Love You".
_______________________
Jak Wam się podoba? :D
Nie no zaje... ten rozdział;> Miałam niezłą polewke hehe;) sama się na początku wkręciłam;) ;)
OdpowiedzUsuńHahahaha boooski ten rozdział. Do kabaretu z tym jako scenariusz do skeczu hahaha xDD Czekam na next ;**
OdpowiedzUsuńP.S zapraszam na cd na www.opowiesci-o-dannym.blog.onet.pl
Mega. Ha ha Ale beka była. :D Czekam na cedeka.
OdpowiedzUsuń"wysiadaliśmy z samolotu w Balicach. Tak, jesteśmy w Krakowie. " MONIA KOCHAM CIĘ !!!!!!!!!!! <3333333333333
OdpowiedzUsuń"nie zobaczyłem ani jednego fana na lotnisku. " dzięki, już Cię nie kocham -,- haha żart :D
"Każdy, kto tylko zobaczy jej ducha, umiera szybko i w niewyjaśionych okolicznościach." o.O oby to nie była prawda..
"- No, to gdzie ten samochód ? - zapytał Erik, rozglądając się dookoła.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę." hahahahhaha
"- Ooo, siadło. Hahaha ! " hahahahahahahaha !!!!!!
"- Okazało się, że prezydent miasta nie może wam zapłacić za koncert i został on odwołany." ejjj noooo, bez jaaaaaj...ja wiem, że Majchrowski "nie" ma kasy, ale bez kitu -.-
"- Mamy was ! Właśnie zostaliście wkręceni !" uffffffffffffff... :P