środa, 3 kwietnia 2013

75. Nieprzyjemny "bachor"

Miał to być przedostatni rozdział tego opowiadania, ale... będzie jeszcze jeden :D
____________________________________

Zawieźli mnie na salę porodową, bo okazało się, że to mała zapragnęła wyjść na świat. No i po co? Źle Ci tam, Szkrabie? Tutaj jest tak… pusto. Tak, czułam się sama, choć wokół mnie był personel szpitala i Erik, który dowiedział się o wypadku i natychmiast przyjechał. Nie chciałam być sama, więc poprosiłam go, żeby był przy mnie podczas porodu. Powinien tu być Danny…
Zostałam przebrana w odpowiedni strój. Bałam się i ściskałam dłoń Erika, choć jeszcze nic tak naprawdę się nie zaczęło. Owszem, miałam skurcze, i to silne, ale czułam, że to jeszcze nie ten czas. W końcu komendy typu „przyj” i „oddychaj” jeszcze nie padały. Silniejszy był strach. Termin porodu mam na za miesiąc. U Moniki też wszystko zaczęło się zbyt wcześnie i jak to się skończyło? Chociaż… Gdyby w moim przypadku też tak było, nie byłoby źle – byłabym z Danielem…
Brunet jedną ręką trzymał moją dłoń, a drugą głaskał mnie uspokajająco po włosach. Widział, że się boję, nie musiałam mu tego mówić. Boże, nawet nie chcę myśleć, jak on się w tej chwili czuł.
W pewnym momencie poczułam niesamowity ból i wiedziałam, że to już. Ścisnęłam jeszcze mocniej dłoń bruneta, co dzielnie znosił. Usłyszałam:
-Przyj! – No to wdech i przemy. Do tego z gardła samoistnie wyrywał mi się krzyk. Potem miałam oddychać, a potem znowu przeć. Jezu, długo nie wytrzymam. To tak boli! Erik marszczył brwi i nie wiedziałam, czy to z powodu jego bólu ręki, czy dostrzegał mój.
-Dasz radę. Jesteś silna – mówił, a ja z każdą chwilą coraz bardziej w to wątpiłam. Miałam wrażenie, że to trwa już całe wieki. Lekarz kazał mi przeć, a ja, jakby nic do mnie nie docierało, leżałam tylko roniąc łzy. –Kasia, błagam. Nie poddawaj się. Nie teraz! – skomlał Erik. Spojrzałam w jego oczy, z których też płynęły łzy. Pomyślałam o nim, Monice, o Danny’m. I to podziałało na mnie jak czerwona płachta na byka. Wzięłam się w garść, wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mocno przeć. Po chwili usłyszałam najcudowniejszy dźwięk na świecie – płacz mojej córeczki. Mojej i Dana. Ale co było dalej nie wiem…


Erik


Usłyszałem płacz dziecka i chciałem uśmiechnąć się do Kasi i pogratulować, ale brunetka miała zamknięte oczy. Już nie ściskała mojej ręki. Odepchnęli mnie od niej i kazali wyjść z sali. Co jest?
Krążyłem po korytarzu w tę i z powrotem, dopóki nie wyszedł lekarz, do którego od razu dopadłem.
-Co z nią? – zapytałem.
-Zemdlała ze zmęczenia. Już wszystko w porządku. Za chwilę ona i dziecko zostaną przewiezione  na normalną salę – oznajmił i odszedł. Faktycznie zaraz z  „porodówki” wyjechała Kasia, a zaraz za nią, kolejna pielęgniarka, niosła małe zawiniątko.


Kasia


-To Pani pierwsze dziecko? – spytała pielęgniarka stojąca koło łóżka i trzymająca moją córeczkę na rękach. Skinęłam głową. –Mam Pani teraz  pokazać jak karmić czy chce Pani odpocząć?
-Teraz. – Na rękach podniosłam się do pozycji siedzącej. Podała mi maleństwo i pokazała, co i jak mam robić, a kiedy mała zaczęła spożywać swój pierwszy posiłek, uśmiechnęła się i wyszła. Oczywiście najpierw grzecznie podziękowałam! Karmiłam małą, patrząc na nią z delikatnym uśmiechem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Po cichym „proszę” do pokoju wślizgnęła się głowa Erika.
-Hej. Mogę? – zapytał cicho.
-Jasne – odparłam, posyłając mu uśmiech. Wszedł, zamykając za sobą drzwi i podszedł do łóżka. Przyglądał nam się chwilę.
-Słodka jest – rzekł. –Podobna do Ciebie. – Skrzywiłam się.
-Wolę, żeby była podobna do Danny’ego – powiedziałam smutno.
-Byłby cho… - urwał, gdy spojrzałam na niego spod byka. –…choróbka szczęśliwy – dokończył i się wyszczerzył. Nie mogłam odpowiedzieć mu inaczej, jak tylko cichym śmiechem.
-Chciałam Ci podziękować. – Spojrzałam na niego. –No wiesz, że byłeś przy mnie, choć na pewno nie było Ci łatwo.
-Daj spokój. – Uśmiechnął się lekko. –Nie mogłem być wtedy z Moniką, to chociaż Tobie pomogłem. Przynajmniej czułem się potrzebny.
-Przyzwyczaj się do tego. Twoja chrześnica będzie Cię teraz potrzebować.
-Racja. – Uśmiechnął się w stronę małej. –Mogę ją wziąć?
-Pewnie.
Tak delikatnie wziął ją na ręce i powoli chodził z nią po pokoju, jakby była ze szkła.
Wieczorem, gdy mała po kąpieli wierzgała się w moich ramionach, nie mogłam pohamować łez. W ciągu dnia był u nas nie tylko Erik, ale także Cattis i Mattias. Zabrakło dwóch, najważniejszych osób.
-Tatuś by Cię bardzo kochał – powiedziałam, płacząc, a ona przestała kwilić. Jakby czuła, że mówię o kimś ważnym i że mnie samej jest ciężko. –Czekał na Twoje narodziny, ale niestety się nie doczekał. Ale na pewno patrzy na Ciebie z góry, wiesz?
Pocałowałam ją w czółko. Danny zawsze chciał, żeby nasza córeczka nosiła polskie imię, a nie znam piękniejszego polskiego imienia niż Julia.
Nasza Julcia zasnęła, słuchając o swoim tacie, którego nigdy nie pozna.


Kilka dni później…


Wracamy do domu. Oczywiście Erik wziął na siebie bezpieczne odstawienie nas do niego, za co byłam mu wdzięczna. Nie uśmiechała mi się wizja jazdy komunikacją miejską z dzieckiem, zresztą to nawet niebezpieczne.
Brunet zaparkował samochód przed domem około 12-tej i pomógł nam wysiąść. Kiedy weszliśmy do środka okazało się, że wszystko na przyjazd małej jest gotowe. Salon co prawda zbytnio się nie zmienił, ale wiszące w nim napompowane balony świadczy o przyjęciu. Spojrzałam na Erika i widząc jego wyszczerz, już wiedziałam, że to jego sprawka. Zaśmiałam się cicho i weszłam w głąb domu. Z góry zbiegła Catt, a zaraz za nią, powoli, przyczłapał jej mąż. Brunetka nas uściskała i cała w skowronkach wzięła ode mnie małą, którą przez długi czas nie mogła się nacieszyć. Nosiła ją, pokazywała jej zabawki i tłumaczyła, co to jest. A przecież takie dzieci jeszcze nie widzą… W końcu Mattias powiedział, że na nich już czas, co ani trochę nie spodobało się „cioci Cattis”, jak to zaczęła o sobie mówić.
-Ty też jedziesz? – spytał Matte Erika, gdy wraz z małżonką zakładali płaszcze. Ja stałam niedaleko z Julką na rękach, żeby Catt mogła jeszcze na nią popatrzeć.
-Nie, jeszcze zostanę – odparł. I za to, że jeszcze nie wychodzi też byłam mu wdzięczna, ponieważ czekała mnie pierwsza kąpiel małej, której koszmarnie się bałam. Co prawda kilka razy kąpałam Patryka i Huberta, ale to kiedy byli starsi. Takiego maleństwa jeszcze nie. Wiem, że Erik też, ale we dwójkę zawsze raźniej. Państwo Andréasson wyszli, a my poszliśmy na górę przygotować ów kąpiel. Podałam dziewczynkę brunetowi, mówiąc:
-Rozbierz ją. – Jego oczy rozszerzyły się do rozmiarów pięciozłotówek.
-Co? – warknął cicho, a mnie chciało się śmiać.
-Chcesz ją kąpać w ciuszkach? – spytałam wesoło.
-No nie, ale… Ty to zrób! – Chciał mi oddać dziecko, ale zaprotestowałam.
-Ty nie będziesz wiedział, jaką temperaturę wody ustawić – argumentowałam. Warknął pod nosem i poszedł z nią do sypialni. Musiałam to zobaczyć, więc na paluszkach poszłam za nim. Położył Julę na łóżku i pochylał się nad nią, mówiąc:
-Sorry, mała, że od najmłodszych lat Cię podglądam, ale z pretensjami do mamusi. – Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam i poszłam do łazienki.
-Erik! Zasnąłeś z nią tam?! – zawołałam, kiedy woda i wszystkie potrzebne mi kosmetyki dla małej miałam gotowe. Wreszcie przyszedł. Julka była w beciku. Klasnęłam się otwartą dłonią w czoło i wzięłam ją od niego.
Kilkanaście minut później było już po wszystkim. Ubrałam córeczkę, żeby brunet nie marudził, a on zajął się sprzątaniem. Potem poszedł z nią do sypialni, gdzie ja za chwilę miałam dołączyć. Kiedy podeszłam do uchylonych drzwi zobaczyłam, że chłopak siedzi z dzieckiem na rękach na łóżku i płacze, a ona ściska mu palec wskazujący. Nic nie mówił. Patrzył tylko na nią i tulił do siebie.
-Jesteś śliczna, wiesz? Ciekawe, jak wyglądałby mój synek…
Nie wytrzymałam. Otarłam szybko łzę, która już zdążyła wypłynąć z kącika mojego oka i weszłam do pokoju. Brunet starł szybko ukradkiem łzę. Ze zdumieniem zobaczyłam, że mała… śpi w ramionach Erika.
-Jak to zrobiłeś?
-Co? – spytał, nierozumiejąc, a ja wskazałam brodą na śpiącego szkraba.
-Dla mnie usypianie jej to katorga, a Ty proszę – mówiłam cicho, uśmiechając się.
-Może dom tak na nią działa.
-Albo Ty. – Puściłam mu oczko.
Chłopak wstał i odłożył małą do łóżeczka (wolałam ją mieć na razie w sypialni), po czym przykrył kołderką i wyszedł. Zgasiłam światło, przymknęłam drzwi i zeszłam na dół. Erik właśnie zakładał kurtkę. Podeszłam do niego.
-Dziękuję, Erik – mruknęłam uprzejmie.
-Przestań. Nic nie zrobiłem.
-Zrobiłeś i to dużo. Pomogłeś nam wrócić do domu, mała się przy Tobie uspokaja.
-W końcu będę jej ojcem chrzestnym, nie? – Puścił mi oczko, a ja się zaśmiałam. –Wpadnę jutro. Po… - Skinęłam głową na znak, że rozumiem, żeby nie kończył. Jutro pogrzeb Dana… Pożegnaliśmy się i brunet wyszedł.
Myśl, że nie może mnie tam być była okropna. Siedziałam z małą w sypialni, podczas gdy rodzina i bliscy żegnali mojego narzeczonego. Ja też powinnam tam być. Pożegnać go. Tym czasem modlę się, żeby Jula nie obudziła się zbyt wcześnie i płaczę. A raczej kwilę cicho. W końcu, czując, że nie pohamuję dłużej szlochu, przeniosłam się do salonu. Brakuje mi go i to bardzo. To dopiero kilka dni. Przede mną całe życie w samotności. Mam Julkę, przyjaciele Daniela mi pomagają, ale to nie to samo. Mała musi mieć ojca, a nie wujków, którzy wpadną raz na jakiś czas. Nie twierdzę, że o nas zapomną, ale przecież oni też mają swoje sprawy. Muszę dawać sobie radę sama.
Po jakimś czasie szlochania w poduszkę, którą zgarnęłam z kanapy i przytulałam do piersi, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ogarnęłam się szybko i otworzyłam je. Na progu stał Erik, Pani Patricia i Leo. Kobieta na mój widok wybuchła szlochem i rzuciła mi się na szyję. Połączyłyśmy się w bólu.
Po chwili mnie puściła i odsunęła się kawałek. Spojrzałam na chłopaków. Erik miał spuszczoną głowę, więc nie widziałam zbytnio jego twarzy. Za to Leo patrzył na mnie z ogromnym bólem w oczach, z których chwilę potem potoczyły się łzy. Wpuściłam ich do środka. Blondyn pomógł matce zdjąć płaszcz, po czym sam zdjął swój i odwiesił na wieszak. Erik w tym czasie rzekł do mnie:
-Ja się zmywam. Poprosili mnie o podwiezienie do Ciebie, więc to zrobiłem. Dzwoń, gdybyś mnie potrzebowała. – Skinęłam głową z leciutkim uśmieszkiem, a on cmoknął mi w policzek i wyszedł. Odwróciłam się. Pani Patricia siedziała już na kanapie i patrzyła w martwy punkt przed sobą. Leo stał i patrzył na mnie z nieodgadniętym wyrazem twarzy. Czułam się w ich towarzystwie bardziej niezręcznie niż podczas naszej wizyty w Boliwii, kiedy ich poznawałam.
-Napijecie się czegoś? – spytałam niepewnie. Leo prychnął.
-Nie wysilaj się – warknął. Zmarszczyłam brwi.
-Słucham?
-Nie udawaj głupiej! To Twoja wina, że Danny nie żyje!
Do oczu napłynęły mi łzy. On ma rację. To moja wina…
-No co tak patrzysz? Ja nie zamierzam się z Tobą cackać, jak pewnie wszyscy to teraz robią. Przez Ciebie i Twojego bachora zginął mój brat!
-Leo… - odezwała się rodzicielka blondyna.
-Nie, mamo. Pewnie wszyscy są teraz w stosunku do niej delikatni i skaczą koło niej jak koło jajka, bo „biedna” straciła ukochanego i została sama z dzieckiem. A ja mam to gdzieś, bo gdyby nie ona Daniel by żył! – ryknął na całe gardło. Wtedy z góry rozległ się płacz „bachora”.
-Jesteś z siebie zadowolony? – warknęłam i poszłam na górę. Idąc schodami, słyszałam jak Pani Patricia każe mu się uspokoić.
Oparłam się o drzwi sypialni i wypuściłam nagromadzone łzy. Podeszłam do łóżeczka i wzięłam córkę na ręce. Tuląc ją do siebie, rozpłakałam się na dobre. Było mi wystarczająco źle i choć wiedziałam, że Leo ma rację, nie chciałam teraz tego wszystkiego słuchać. Gdyby wtedy Dan tak nie pędził, teraz oganiałby się dalej od fanek albo dzielnie podpisywał się na różnych podanych przez nich rzeczach i pozował z nimi do zdjęć. Byłby szczęśliwy, robiąc to, co kochał. Byłoby lepiej, gdybym nie pojawiła się w jego życiu…
Rozdzwoniła się moja komórka. Nie miałam siły, żeby wyjąć ją z kieszeni i odebrać. Tuliłam do siebie Julkę, która nie zamierzała się uspokoić i płakałam. W końcu dzwoniące urządzenie zamilkło, ale nie na długo. Myśląc, że może przestraszyć jeszcze bardziej małą, a już pewnie i tak bała się wyjącej matki, odebrałam.
-Halo? – odezwałam się drżącym głosem.
-Kasia? Ty płaczesz? Co się stało? I czemu mała tak krzyczy? – dopytywał Erik. Ponownie wybuchłam głośnym szlochem. –Jadę do was – oznajmił stanowczo i się rozłączył. Odłożyłam telefon koło siebie.
-Cicho, mała. Będzie dobrze. Przestań wreszcie płakać – szeptałam przez łzy, ale niestety nie pomogło. Bujałam się z nią w przód i w tył – też nic. Po paru minutach usłyszałam dzwonek do drzwi, więc chciałam wstać i zejść na dół, ale nie zdążyłam. Do sypialni wpadł Erik. Kiedy nas zobaczył – obie zapłakane – przeraził się. Podszedł szybko i wziął ode mnie wrzeszczące dziecko. Krążył z nią po całym pokoju, tulił, bujał, mówił do niej aż zaczęła się uspokajać. Kiedy w końcu zasnęła, usiadł koło mnie, bujając się jeszcze z małą, która od czasu do czasu wydawała przez sen dźwięki, jakby łkała.
-Co się stało? – spytał mnie cicho. Jego obecność i mnie uspokoiła, więc mogłam już mówić. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
-Leo… Jest na mnie wściekły. Wini mnie zaśmieć Danny’ego…
-Co?! – warknął brunet nieco zbyt głośno. Zaraz potem spojrzał na małą i się uciszył. Westchnęłam.
-To co słyszysz. Uważa, że to nasza wina.
-Wasza? – Przełknęłam głośno ślinę.
-Moja i mojego „bachora”. – Spuściłam głowę, czując pod powiekami kolejną falę łez. Przez chwilę milczał, wpatrując się we mnie wielkimi oczami. Był w szoku. W końcu wstał i odłożył dziewczynkę do łóżeczka, a potem wyszedł z pokoju, warcząc przez zaciśnięte zęby:
-Zabiję gnoja.
Wyszłam za nim, żeby nie zrobił nic głupiego, ale zanim dotarło do mnie, co się dzieje, on już podciągał siedzącego na kanapie blondyna, sycząc:
-Ty skurwysynu! – Po czym uderzył go pięścią w nos aż tamten upadł.
-Erik! – wrzasnęłam i doskoczyłam do niego, łapiąc za ramiona. –Erik, błagam. Nie warto! – skomlałam. Wyrywał mi się. Pani Patricia stała niedaleko, zasłaniając dłonią usta.
-Odszczekaj to, sukinsynu, albo inaczej się zabawimy – warknął znów Erik, patrząc na swoją ofiarę z pogardą. Leo wstał i otarł lecącą mu z nosa krew. Patrzył na nas z obrzydzeniem.
-Co? Czyżby już zadowoliła się Tobą? Szybka jest – zakpił.
Nie dałam rady. Erik szarpnął się tak mocno, że wyrwał się z mojego uścisku i rzucił się na niego z pięściami. Krzyczałam, błagałam, żeby przestał, ale on nie słuchał. Z góry dobiegł przeraźliwy płacz Julki. Cholera, nie zostawię ich teraz, bo się pozabijają. Bez słowa do małej poszła jej babcia. Po chwili płacz ucichł, a ja słyszałam już tylko walczących ze sobą chłopaków i własny krzyk.
-Nie wstyd Ci?! – zaczął nagle Erik. –Pomyślałeś, choć przez chwilę, jak czułby się Twój brat, gdyby wiedział, jak nazwałeś jego córkę?
Leo znieruchomiał. Przestał się szarpać, jakby dotarł do niego sens tych słów. Brunet kontynuował:
-To, co się stało, nie jest winą Kasi. Nie ma tu niczyjej winy. Menadżer mówił mu, żeby zwolnił, ale on nie słuchał. Był głuchy na wszystkie prośby i groźby. Zresztą zawsze taki był, kiedy mu na czymś zależało. – Ostatnie słowa wymruczał, przypominając sobie, zapewne, upór Daniela i wstał z jego brata. Oboje wyglądali jak siedem nieszczęść. Erik co prawda zbytnio nie dostał, ale ubrania na nim były kompletnie pogniecione, zwłaszcza koszula. Leo za to odstraszał krwią na twarzy. Wstał. Jakoś. Spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałam ostrożność i nieufność.
-Może i tak – mruknął. –Ale gdyby jej nie poznał…
-Gdyby jej nie poznał, co najmniej przez kilka miesięcy przeżywałby rozstanie z Janną – wszedł mu w słowo brunet. –Kasia dała mu mnóstwo szczęścia, co na pewno miałeś okazję dostrzec, gdy byli w Boliwii, prawda?
-Taa… - mruknął. Następnie na jego twarzy pojawił się cierpki uśmiech. –Gdyby wtedy udało mi się Ciebie uwieźć, może teraz ja leżałbym na miejscu Dana.
-Uwieźć? – zainteresował się od razu Erik.
No tak. Incydent z podchodami Lea i wypadkiem Dana ominęliśmy podczas opowiadania. Tak więc teraz się dowiedział.
-Chciałeś odbić własnemu bratu narzeczoną? – zdziwił się. Blondyn wzruszył niewinnie ramionami.
W tym momencie z góry zeszła Pani Patricia z Julką na rękach.
-Mamo, jestem głodna – powiedziała za małą, na co uśmiechnęłam się szeroko. Wzięłam dziecko na ręce i poszłam z nią do sypialni. Przecież nie będę jej karmić przy wszystkich, prawda? Tym razem na mojej twarzy błąkał się lekki uśmiech. Wygląda na to, że Leo zmienił zdanie…


Miesiąc później…


Obudził mnie płacz. Na początku nie wiedziałam, co się dzieje. Dopiero po kilkunastu minutach dotarło do mnie, że to Jula płacze. Zerwałam się z łóżka i wzięłam ją na ręce. Oczywiście pierwsze co, to chciałam ją uspokoić piersią, jak zawsze, ale tym razem to nie pomagało. Sprawdziłam, czy nie ma mokro, ale nie. Wszystko było w porządku, więc dlaczego tak płakała? Jeszcze nigdy tak nie było. Teraz nawet noszenie na rękach nie przynosiło efektów.
Po godzinie podejmowania bezskutecznych prób uśpienia małej nie miałam już siły. Próbowałam wszystkiego – bujania, noszenia, przewinęłam, nakarmiłam, nawet wzięłam do łóżka, kładąc się z nią i nic. Nawet, jeśli jakimś cudem się uspokoiła, to i tak tylko na chwilę. Dreptając z nią po całym pokoju, zerknęłam na zegarek. 3:22. Cholera, co ja mam zrobić? Może coś jej dolega i powinnam z nią jechać do szpitala? Od tego płaczu już mi prawie siniała. W końcu chwyciłam telefon i wybrałam numer Erika. Odebrał po kilku sygnałach.
-Halo? – rzekł zaspany. Pewnie nawet nie spojrzał na wyświetlacz. –Kasia?
-Cześć. Sorry, że dzwonię o tej porze i Cię budzę, ale… nie daję już rady. Ona płacze od ponad godziny i nijak nie mogę jej uspokoić. Już nie wiem, co robić – zaskomlałam płaczliwie.
-Mam przyjechać?
-Jakbyś mógł… - odparłam niepewnie.
-Jasne. Zaraz będę. – Rozłączył się.
Po kilkunastu minutach rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Otworzyć poszłam z Julką, bojąc się ją zostawić.
-Nadal? – spytał brunet, wchodząc do środka.
-Jak widać – odparłam.
Zdjął kurtkę, rozgrzał się i wziął ode mnie małą. Spacerował z nią po salonie, a ja w tym czasie poszłam zaparzyć dwie herbaty. Kiedy nalewałam wrzątek do kubków, płacz powoli ucichł, a zastąpił go cichy i delikatny śpiew. Zamarłam w bezruchu. Ja też próbowałam jej śpiewać i to przyniosło wręcz odwrotny skutek niż teraz. Cóż, widocznie mój głos się Julci nie podoba. A Erik… Boże, on jest niesamowity! Wzięłam kubki i razem z nimi poszłam po cichutku do salonu. Stawiając naczynia na stoliku, niestety wypłoszyłam chłopaka z jego świata śpiewu. Ale przynajmniej Julka już dobrze spała. Na wszelki wypadek na kanapie usiadł z nią, bujając się lekko. Klapnęłam sobie koło niego i patrzyłam na nich z podziwem. Ja męczyłam się przez ponad godzinę, a on? Wziął dziecko na ręce, kilka minut i po sprawie. Geniusz! Albo moja córka już tak bardzo go polubiła…
-Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytał, sięgając po swój kubek. Nie było to łatwe, więc mu podałam. Podziękował mi delikatnym uśmiechem.
-Jak Ty to robisz?
-Co takiego?
-Jakim cudem ona przy Tobie tak szybko się uspokaja? Ja próbowałam ją uśpić wszelkimi sposobami przez ponad godzinę i nic! Już straciłam nadzieje. I siły.
-Trzeba było od razu zadzwonić.
-Myślałam, że sobie poradzę – rzekłam smutno. –Poza tym nie chciałam Ci przeszkadzać.
-Przestań – upomniał mnie, odłożył kubek i wstał. –Odłożę ją do łóżeczka.
I poszedł na górę. A ja… Dotarł do mnie pewien bolesny fakt. Jestem beznadziejną matką…
-Hej, co jest? – Nawet nie zauważyłam, kiedy wrócił chłopak.
-Nic. – Posłałam mu blady, wymuszony uśmiech.
-Przecież widzę. Mnie możesz powiedzieć – mówił poważnie i szczerze. Pochyliłam się, opierając łokcie o kolana i ukryłam twarz w dłoniach.
-Nie potrafię uspokoić własnej córki. Nie mogę cały czas korzystać z Twojej pomocy. To…
-A niby czemu nie? – przerwał mi i odciągnął delikatnie moje ręce. –Słuchaj. Kiedy Monika odeszła, Ty mnie nie zostawiłaś. Teraz ja nie zostawię was. Pamiętaj o tym. Zawsze Ci pomogę.
Cały czas patrzył mi w oczy, mówiąc to, a potem mnie przytulił. Kiedy po chwili się od siebie odsunęliśmy, brunet zapatrzył się w moje oczy. W jego czaiła się samotność i potrzeba bliskości.
-Ja… Chyba już pójdę – szepnął, nie odsuwając się ode mnie. Zawahałam się przez chwilę.
-Może zostaniesz? – spytałam nieśmiało. –Jest późno. Po co masz jeździć w tę i z powrotem?
Wahał się i milczał, patrząc na mnie, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. W końcu skinął powoli głową. Uśmiechnęłam się delikatnie. Oboje wstaliśmy i poszliśmy na górę. Nie musiałam przygotowywać pokoju – był gotowy, więc mógł się od razu położyć. Zatrzymaliśmy się przy mojej sypialni, a małe lampeczki przy ścianie sprawiały, że nie panowały egipskie ciemności. Brunet przeszywał mnie wzrokiem, co mnie krępowało. W końcu zrobił krok w moją stronę i pochylił przede mną, a następnie, badając ówcześnie moją reakcję i musnął moje wargi. Powtórzył tę czynność kilka razy, chwytając moją twarz w dłonie. Pocałunek był delikatny i słodki. Niepewnie sama go objęłam. Po kilkunastu sekundach odsunął się, ale nie puścił mojej twarzy. Patrząc mi głęboko w oczy, szepnął:
-Dobranoc, Kasiu. – Po czym powoli mnie puścił i zniknął w pokoju koło mojej sypialni.
Przez co najmniej minutę stałam w tym samym miejscu i dotykałam opuszkami palców usta. W końcu pokręciłam głową i weszłam do swojej sypialni. Podeszłam do białego łóżeczka, w którym słodko spała moja córeczka. Moja i Danny’ego…
Czy powinnam dopuścić do tego pocałunku? Raptem miesiąc temu zmarł mój narzeczony, a kilka tygodni wcześniej narzeczona Erika. Czy to nie była… zdrada? Z jednej strony podobało mi się. Nie przerwałam tego, a mogłam. Ale z drugiej… Czułam wyrzuty sumienia.
Położyłam się, ale do rana nie zmrużyłam już oka...

7 komentarzy:

  1. ja wiedziałam, że tak będzie :P
    no... ale... no... foch xd Erik, fajny z Ciebie wujek, ale... panuj nad sobą :D
    Czekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby Erik będzie z Kasią?
    Czekam na nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. ` -Wolę, żeby była podobna do Danny’ego – powiedziałam smutno.
    -Byłby cho… - urwał, gdy spojrzałam na niego spod byka. –…choróbka szczęśliwy – dokończył i się wyszczerzył. Nie mogłam odpowiedzieć mu inaczej, jak tylko cichym śmiechem.` hahahaha, lezę.;d Eriś.;)

    Tak, tak, ja też myslałam nad tym, że tak będzie.;d

    Eeeej .. a Dann ? Płakuniam . ; [

    Czekam . ; ]

    PS. NIE KOŃCZ, BO ZATŁUKĘ.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to kończysz? Tak coś czułam że mogą sie do siebie zbliżyć po tym wszystkim. Jak tu smutno bez Danna noo:< czekam na KOLEJNE cd;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Przedostatni ? o.O No chyba kpicie... -.-
    Wiedziałam, że w końcu Erik coś zacznie ten tegesować :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ .

    PS. Jeśli skończysz to wiesz...wybieraj trumnę, póki masz czas.:D
    A teraz na serio - jak mam Cię informowac o rozdziałach, skoro kończysz opowiadanie ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na next http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ . :))

    OdpowiedzUsuń