____________________________________
Zawieźli mnie na salę porodową, bo okazało się, że to mała
zapragnęła wyjść na świat. No i po co? Źle Ci tam, Szkrabie? Tutaj jest tak…
pusto. Tak, czułam się sama, choć wokół mnie był personel szpitala i Erik,
który dowiedział się o wypadku i natychmiast przyjechał. Nie chciałam być sama,
więc poprosiłam go, żeby był przy mnie podczas porodu. Powinien tu być Danny…
Zostałam przebrana w odpowiedni strój. Bałam się i ściskałam
dłoń Erika, choć jeszcze nic tak naprawdę się nie zaczęło. Owszem, miałam
skurcze, i to silne, ale czułam, że to jeszcze nie ten czas. W końcu komendy
typu „przyj” i „oddychaj” jeszcze nie padały. Silniejszy był strach. Termin
porodu mam na za miesiąc. U Moniki też wszystko zaczęło się zbyt wcześnie i jak
to się skończyło? Chociaż… Gdyby w moim przypadku też tak było, nie byłoby źle
– byłabym z Danielem…
Brunet jedną ręką trzymał moją dłoń, a drugą głaskał mnie
uspokajająco po włosach. Widział, że się boję, nie musiałam mu tego mówić.
Boże, nawet nie chcę myśleć, jak on się w tej chwili czuł.
W pewnym momencie poczułam niesamowity ból i wiedziałam, że
to już. Ścisnęłam jeszcze mocniej dłoń bruneta, co dzielnie znosił. Usłyszałam:
-Przyj! – No to wdech i przemy. Do tego z gardła samoistnie
wyrywał mi się krzyk. Potem miałam oddychać, a potem znowu przeć. Jezu, długo
nie wytrzymam. To tak boli! Erik marszczył brwi i nie wiedziałam, czy to z
powodu jego bólu ręki, czy dostrzegał mój.
-Dasz radę. Jesteś silna – mówił, a ja z każdą chwilą coraz
bardziej w to wątpiłam. Miałam wrażenie, że to trwa już całe wieki. Lekarz
kazał mi przeć, a ja, jakby nic do mnie nie docierało, leżałam tylko roniąc
łzy. –Kasia, błagam. Nie poddawaj się. Nie teraz! – skomlał Erik. Spojrzałam w
jego oczy, z których też płynęły łzy. Pomyślałam o nim, Monice, o Danny’m. I to
podziałało na mnie jak czerwona płachta na byka. Wzięłam się w garść, wzięłam
głęboki wdech i zaczęłam mocno przeć. Po chwili usłyszałam najcudowniejszy
dźwięk na świecie – płacz mojej córeczki. Mojej i Dana. Ale co było dalej nie
wiem…
Erik
Usłyszałem płacz dziecka i chciałem uśmiechnąć się do Kasi i
pogratulować, ale brunetka miała zamknięte oczy. Już nie ściskała mojej ręki.
Odepchnęli mnie od niej i kazali wyjść z sali. Co jest?
Krążyłem po korytarzu w tę i z powrotem, dopóki nie wyszedł
lekarz, do którego od razu dopadłem.
-Co z nią? – zapytałem.
-Zemdlała ze zmęczenia. Już wszystko w porządku. Za chwilę
ona i dziecko zostaną przewiezione na
normalną salę – oznajmił i odszedł. Faktycznie zaraz z „porodówki” wyjechała Kasia, a zaraz za nią,
kolejna pielęgniarka, niosła małe zawiniątko.
Kasia
-To Pani pierwsze dziecko? – spytała pielęgniarka stojąca
koło łóżka i trzymająca moją córeczkę na rękach. Skinęłam głową. –Mam Pani
teraz pokazać jak karmić czy chce Pani
odpocząć?
-Teraz. – Na rękach podniosłam się do pozycji siedzącej.
Podała mi maleństwo i pokazała, co i jak mam robić, a kiedy mała zaczęła
spożywać swój pierwszy posiłek, uśmiechnęła się i wyszła. Oczywiście najpierw
grzecznie podziękowałam! Karmiłam małą, patrząc na nią z delikatnym uśmiechem.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Po cichym „proszę” do pokoju wślizgnęła się
głowa Erika.
-Hej. Mogę? – zapytał cicho.
-Jasne – odparłam, posyłając mu uśmiech. Wszedł, zamykając
za sobą drzwi i podszedł do łóżka. Przyglądał nam się chwilę.
-Słodka jest – rzekł. –Podobna do Ciebie. – Skrzywiłam się.
-Wolę, żeby była podobna do Danny’ego – powiedziałam smutno.
-Byłby cho… - urwał, gdy spojrzałam na niego spod byka.
–…choróbka szczęśliwy – dokończył i się wyszczerzył. Nie mogłam odpowiedzieć mu
inaczej, jak tylko cichym śmiechem.
-Chciałam Ci podziękować. – Spojrzałam na niego. –No wiesz,
że byłeś przy mnie, choć na pewno nie było Ci łatwo.
-Daj spokój. – Uśmiechnął się lekko. –Nie mogłem być wtedy z
Moniką, to chociaż Tobie pomogłem. Przynajmniej czułem się potrzebny.
-Przyzwyczaj się do tego. Twoja chrześnica będzie Cię teraz potrzebować.
-Racja. – Uśmiechnął się w stronę małej. –Mogę ją wziąć?
-Pewnie.
Tak delikatnie wziął ją na ręce i powoli chodził z nią po
pokoju, jakby była ze szkła.
Wieczorem, gdy mała po kąpieli wierzgała się w moich
ramionach, nie mogłam pohamować łez. W ciągu dnia był u nas nie tylko Erik, ale
także Cattis i Mattias. Zabrakło dwóch, najważniejszych osób.
-Tatuś by Cię bardzo kochał – powiedziałam, płacząc, a ona przestała kwilić. Jakby czuła, że mówię
o kimś ważnym i że mnie samej jest ciężko. –Czekał na Twoje narodziny, ale
niestety się nie doczekał. Ale na pewno patrzy na Ciebie z góry, wiesz?
Pocałowałam ją w czółko. Danny zawsze chciał, żeby nasza córeczka
nosiła polskie imię, a nie znam piękniejszego polskiego imienia niż Julia.
Nasza Julcia zasnęła, słuchając o swoim tacie, którego nigdy
nie pozna.
Kilka dni później…
Wracamy do domu. Oczywiście Erik wziął na siebie bezpieczne
odstawienie nas do niego, za co byłam mu wdzięczna. Nie uśmiechała mi się wizja
jazdy komunikacją miejską z dzieckiem, zresztą to nawet niebezpieczne.
Brunet zaparkował samochód przed domem około 12-tej i pomógł
nam wysiąść. Kiedy weszliśmy do środka okazało się, że wszystko na przyjazd
małej jest gotowe. Salon co prawda zbytnio się nie zmienił, ale wiszące w nim
napompowane balony świadczy o przyjęciu. Spojrzałam na Erika i widząc jego
wyszczerz, już wiedziałam, że to jego sprawka. Zaśmiałam się cicho i weszłam w
głąb domu. Z góry zbiegła Catt, a zaraz za nią, powoli, przyczłapał jej mąż.
Brunetka nas uściskała i cała w skowronkach wzięła ode mnie małą, którą przez
długi czas nie mogła się nacieszyć. Nosiła ją, pokazywała jej zabawki i
tłumaczyła, co to jest. A przecież takie dzieci jeszcze nie widzą… W końcu
Mattias powiedział, że na nich już czas, co ani trochę nie spodobało się „cioci
Cattis”, jak to zaczęła o sobie mówić.
-Ty też jedziesz? – spytał Matte Erika, gdy wraz z małżonką
zakładali płaszcze. Ja stałam niedaleko z Julką na rękach, żeby Catt mogła
jeszcze na nią popatrzeć.
-Nie, jeszcze zostanę – odparł. I za to, że jeszcze nie
wychodzi też byłam mu wdzięczna, ponieważ czekała mnie pierwsza kąpiel małej,
której koszmarnie się bałam. Co prawda kilka razy kąpałam Patryka i Huberta,
ale to kiedy byli starsi. Takiego maleństwa jeszcze nie. Wiem, że Erik też, ale
we dwójkę zawsze raźniej. Państwo Andréasson wyszli, a my poszliśmy na górę
przygotować ów kąpiel. Podałam dziewczynkę brunetowi, mówiąc:
-Rozbierz ją. – Jego oczy rozszerzyły się do rozmiarów
pięciozłotówek.
-Co? – warknął cicho, a mnie chciało się śmiać.
-Chcesz ją kąpać w ciuszkach? – spytałam wesoło.
-No nie, ale… Ty to zrób! – Chciał mi oddać dziecko, ale
zaprotestowałam.
-Ty nie będziesz wiedział, jaką temperaturę wody ustawić –
argumentowałam. Warknął pod nosem i poszedł z nią do sypialni. Musiałam to
zobaczyć, więc na paluszkach poszłam za nim. Położył Julę na łóżku i pochylał
się nad nią, mówiąc:
-Sorry, mała, że od najmłodszych lat Cię podglądam, ale z pretensjami
do mamusi. – Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam i poszłam
do łazienki.
-Erik! Zasnąłeś z nią tam?! – zawołałam, kiedy woda i
wszystkie potrzebne mi kosmetyki dla małej miałam gotowe. Wreszcie przyszedł.
Julka była w beciku. Klasnęłam się otwartą dłonią w czoło i wzięłam ją od
niego.
Kilkanaście minut później było już po wszystkim. Ubrałam córeczkę,
żeby brunet nie marudził, a on zajął się sprzątaniem. Potem poszedł z nią do
sypialni, gdzie ja za chwilę miałam dołączyć. Kiedy podeszłam do uchylonych
drzwi zobaczyłam, że chłopak siedzi z dzieckiem na rękach na łóżku i płacze, a
ona ściska mu palec wskazujący. Nic nie mówił. Patrzył tylko na nią i tulił do
siebie.
-Jesteś śliczna, wiesz? Ciekawe, jak wyglądałby mój synek…
Nie wytrzymałam. Otarłam szybko łzę, która już zdążyła
wypłynąć z kącika mojego oka i weszłam do pokoju. Brunet starł szybko ukradkiem
łzę. Ze zdumieniem zobaczyłam, że mała… śpi w ramionach Erika.
-Jak to zrobiłeś?
-Co? – spytał, nierozumiejąc, a ja wskazałam brodą na
śpiącego szkraba.
-Dla mnie usypianie jej to katorga, a Ty proszę – mówiłam
cicho, uśmiechając się.
-Może dom tak na nią działa.
-Albo Ty. – Puściłam mu oczko.
Chłopak wstał i odłożył małą do łóżeczka (wolałam ją mieć na
razie w sypialni), po czym przykrył kołderką i wyszedł. Zgasiłam światło,
przymknęłam drzwi i zeszłam na dół. Erik właśnie zakładał kurtkę. Podeszłam do
niego.
-Dziękuję, Erik – mruknęłam uprzejmie.
-Przestań. Nic nie zrobiłem.
-Zrobiłeś i to dużo. Pomogłeś nam wrócić do domu, mała się
przy Tobie uspokaja.
-W końcu będę jej ojcem chrzestnym, nie? – Puścił mi oczko,
a ja się zaśmiałam. –Wpadnę jutro. Po… - Skinęłam głową na znak, że rozumiem,
żeby nie kończył. Jutro pogrzeb Dana… Pożegnaliśmy się i brunet wyszedł.
Myśl, że nie może mnie tam być była okropna. Siedziałam z
małą w sypialni, podczas gdy rodzina i bliscy żegnali mojego narzeczonego. Ja
też powinnam tam być. Pożegnać go. Tym czasem modlę się, żeby Jula nie obudziła
się zbyt wcześnie i płaczę. A raczej kwilę cicho. W końcu, czując, że nie pohamuję dłużej szlochu,
przeniosłam się do salonu. Brakuje mi go i to bardzo. To dopiero kilka dni.
Przede mną całe życie w samotności. Mam Julkę, przyjaciele Daniela mi pomagają,
ale to nie to samo. Mała musi mieć ojca, a nie wujków, którzy wpadną raz na
jakiś czas. Nie twierdzę, że o nas zapomną, ale przecież oni też mają swoje
sprawy. Muszę dawać sobie radę sama.
Po jakimś czasie szlochania w poduszkę, którą zgarnęłam z
kanapy i przytulałam do piersi, zadzwonił dzwonek do drzwi. Ogarnęłam się
szybko i otworzyłam je. Na progu stał Erik, Pani Patricia i Leo. Kobieta na mój
widok wybuchła szlochem i rzuciła mi się na szyję. Połączyłyśmy się w bólu.
Po chwili mnie puściła i odsunęła się kawałek. Spojrzałam na
chłopaków. Erik miał spuszczoną głowę, więc nie widziałam zbytnio jego twarzy.
Za to Leo patrzył na mnie z ogromnym bólem w oczach, z których chwilę potem
potoczyły się łzy. Wpuściłam ich do środka. Blondyn pomógł matce zdjąć płaszcz,
po czym sam zdjął swój i odwiesił na wieszak. Erik w tym czasie rzekł do mnie:
-Ja się zmywam. Poprosili mnie o podwiezienie do Ciebie,
więc to zrobiłem. Dzwoń, gdybyś mnie potrzebowała. – Skinęłam głową z leciutkim
uśmieszkiem, a on cmoknął mi w policzek i wyszedł. Odwróciłam się. Pani Patricia
siedziała już na kanapie i patrzyła w martwy punkt przed sobą. Leo stał i
patrzył na mnie z nieodgadniętym wyrazem twarzy. Czułam się w ich towarzystwie
bardziej niezręcznie niż podczas naszej wizyty w Boliwii, kiedy ich poznawałam.
-Napijecie się czegoś? – spytałam niepewnie. Leo prychnął.
-Nie wysilaj się – warknął. Zmarszczyłam brwi.
-Słucham?
-Nie udawaj głupiej! To Twoja wina, że Danny nie żyje!
Do oczu napłynęły mi łzy. On ma rację. To moja wina…
-No co tak patrzysz? Ja nie zamierzam się z Tobą cackać, jak
pewnie wszyscy to teraz robią. Przez Ciebie i Twojego bachora zginął mój brat!
-Leo… - odezwała się rodzicielka blondyna.
-Nie, mamo. Pewnie wszyscy są teraz w stosunku do niej
delikatni i skaczą koło niej jak koło jajka, bo „biedna” straciła ukochanego i
została sama z dzieckiem. A ja mam to gdzieś, bo gdyby nie ona Daniel by żył! –
ryknął na całe gardło. Wtedy z góry rozległ się płacz „bachora”.
-Jesteś z siebie zadowolony? – warknęłam i poszłam na górę.
Idąc schodami, słyszałam jak Pani Patricia każe mu się uspokoić.
Oparłam się o drzwi sypialni i wypuściłam nagromadzone łzy.
Podeszłam do łóżeczka i wzięłam córkę na ręce. Tuląc ją do siebie, rozpłakałam
się na dobre. Było mi wystarczająco źle i choć wiedziałam, że Leo ma rację, nie
chciałam teraz tego wszystkiego słuchać. Gdyby wtedy Dan tak nie pędził, teraz oganiałby
się dalej od fanek albo dzielnie podpisywał się na różnych podanych przez nich
rzeczach i pozował z nimi do zdjęć. Byłby szczęśliwy, robiąc to, co kochał.
Byłoby lepiej, gdybym nie pojawiła się w jego życiu…
Rozdzwoniła się moja komórka. Nie miałam siły, żeby wyjąć ją
z kieszeni i odebrać. Tuliłam do siebie Julkę, która nie zamierzała się
uspokoić i płakałam. W końcu dzwoniące urządzenie zamilkło, ale nie na długo.
Myśląc, że może przestraszyć jeszcze bardziej małą, a już pewnie i tak bała się
wyjącej matki, odebrałam.
-Halo? – odezwałam się drżącym głosem.
-Kasia? Ty płaczesz? Co się stało? I czemu mała tak krzyczy?
– dopytywał Erik. Ponownie wybuchłam głośnym szlochem. –Jadę do was – oznajmił
stanowczo i się rozłączył. Odłożyłam telefon koło siebie.
-Cicho, mała. Będzie dobrze. Przestań wreszcie płakać –
szeptałam przez łzy, ale niestety nie pomogło. Bujałam się z nią w przód i w
tył – też nic. Po paru minutach usłyszałam dzwonek do drzwi, więc chciałam
wstać i zejść na dół, ale nie zdążyłam. Do sypialni wpadł Erik. Kiedy nas
zobaczył – obie zapłakane – przeraził się. Podszedł szybko i wziął ode mnie
wrzeszczące dziecko. Krążył z nią po całym pokoju, tulił, bujał, mówił do niej
aż zaczęła się uspokajać. Kiedy w końcu zasnęła, usiadł koło mnie, bujając się
jeszcze z małą, która od czasu do czasu wydawała przez sen dźwięki, jakby
łkała.
-Co się stało? – spytał mnie cicho. Jego obecność i mnie
uspokoiła, więc mogłam już mówić. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam:
-Leo… Jest na mnie wściekły. Wini mnie zaśmieć Danny’ego…
-Co?! – warknął brunet nieco zbyt głośno. Zaraz potem
spojrzał na małą i się uciszył. Westchnęłam.
-To co słyszysz. Uważa, że to nasza wina.
-Wasza? – Przełknęłam głośno ślinę.
-Moja i mojego „bachora”. – Spuściłam głowę, czując pod
powiekami kolejną falę łez. Przez chwilę milczał, wpatrując się we mnie
wielkimi oczami. Był w szoku. W końcu wstał i odłożył dziewczynkę do łóżeczka,
a potem wyszedł z pokoju, warcząc przez zaciśnięte zęby:
-Zabiję gnoja.
Wyszłam za nim, żeby nie zrobił nic głupiego, ale zanim
dotarło do mnie, co się dzieje, on już podciągał siedzącego na kanapie
blondyna, sycząc:
-Ty skurwysynu! – Po czym uderzył go pięścią w nos aż tamten
upadł.
-Erik! – wrzasnęłam i doskoczyłam do niego, łapiąc za
ramiona. –Erik, błagam. Nie warto! – skomlałam. Wyrywał mi się. Pani Patricia
stała niedaleko, zasłaniając dłonią usta.
-Odszczekaj to, sukinsynu, albo inaczej się zabawimy –
warknął znów Erik, patrząc na swoją ofiarę z pogardą. Leo wstał i otarł lecącą
mu z nosa krew. Patrzył na nas z obrzydzeniem.
-Co? Czyżby już zadowoliła się Tobą? Szybka jest – zakpił.
Nie dałam rady. Erik szarpnął się tak mocno, że wyrwał się z
mojego uścisku i rzucił się na niego z pięściami. Krzyczałam, błagałam, żeby
przestał, ale on nie słuchał. Z góry dobiegł przeraźliwy płacz Julki. Cholera,
nie zostawię ich teraz, bo się pozabijają. Bez słowa do małej poszła jej
babcia. Po chwili płacz ucichł, a ja słyszałam już tylko walczących ze sobą
chłopaków i własny krzyk.
-Nie wstyd Ci?! – zaczął nagle Erik. –Pomyślałeś, choć przez
chwilę, jak czułby się Twój brat, gdyby wiedział, jak nazwałeś jego córkę?
Leo znieruchomiał. Przestał się szarpać, jakby dotarł do
niego sens tych słów. Brunet kontynuował:
-To, co się stało, nie jest winą Kasi. Nie ma tu niczyjej
winy. Menadżer mówił mu, żeby zwolnił, ale on nie słuchał. Był głuchy na
wszystkie prośby i groźby. Zresztą zawsze taki był, kiedy mu na czymś zależało.
– Ostatnie słowa wymruczał, przypominając sobie, zapewne, upór Daniela i wstał
z jego brata. Oboje wyglądali jak siedem nieszczęść. Erik co prawda zbytnio nie
dostał, ale ubrania na nim były kompletnie pogniecione, zwłaszcza koszula. Leo
za to odstraszał krwią na twarzy. Wstał. Jakoś. Spojrzał na mnie, a w jego oczach
widziałam ostrożność i nieufność.
-Może i tak – mruknął. –Ale gdyby jej nie poznał…
-Gdyby jej nie poznał, co najmniej przez kilka miesięcy
przeżywałby rozstanie z Janną – wszedł mu w słowo brunet. –Kasia dała mu
mnóstwo szczęścia, co na pewno miałeś okazję dostrzec, gdy byli w Boliwii,
prawda?
-Taa… - mruknął. Następnie na jego twarzy pojawił się
cierpki uśmiech. –Gdyby wtedy udało mi się Ciebie uwieźć, może teraz ja
leżałbym na miejscu Dana.
-Uwieźć? – zainteresował się od razu Erik.
No tak. Incydent z podchodami Lea i wypadkiem Dana
ominęliśmy podczas opowiadania. Tak więc teraz się dowiedział.
-Chciałeś odbić własnemu bratu narzeczoną? – zdziwił się.
Blondyn wzruszył niewinnie ramionami.
W tym momencie z góry zeszła Pani Patricia z Julką na rękach.
-Mamo, jestem głodna – powiedziała za małą, na co
uśmiechnęłam się szeroko. Wzięłam dziecko na ręce i poszłam z nią do sypialni.
Przecież nie będę jej karmić przy wszystkich, prawda? Tym razem na mojej twarzy
błąkał się lekki uśmiech. Wygląda na to, że Leo zmienił zdanie…
Miesiąc później…
Obudził mnie płacz. Na początku nie wiedziałam, co się
dzieje. Dopiero po kilkunastu minutach dotarło do mnie, że to Jula płacze.
Zerwałam się z łóżka i wzięłam ją na ręce. Oczywiście pierwsze co, to chciałam
ją uspokoić piersią, jak zawsze, ale tym razem to nie pomagało. Sprawdziłam,
czy nie ma mokro, ale nie. Wszystko było w porządku, więc dlaczego tak płakała?
Jeszcze nigdy tak nie było. Teraz nawet noszenie na rękach nie przynosiło
efektów.
Po godzinie podejmowania bezskutecznych prób uśpienia małej
nie miałam już siły. Próbowałam wszystkiego – bujania, noszenia, przewinęłam,
nakarmiłam, nawet wzięłam do łóżka, kładąc się z nią i nic. Nawet, jeśli jakimś
cudem się uspokoiła, to i tak tylko na chwilę. Dreptając z nią po całym pokoju,
zerknęłam na zegarek. 3:22. Cholera, co ja mam zrobić? Może coś jej dolega i
powinnam z nią jechać do szpitala? Od tego płaczu już mi prawie siniała. W
końcu chwyciłam telefon i wybrałam numer Erika. Odebrał po kilku sygnałach.
-Halo? – rzekł zaspany. Pewnie nawet nie spojrzał na
wyświetlacz. –Kasia?
-Cześć. Sorry, że dzwonię o tej porze i Cię budzę, ale… nie
daję już rady. Ona płacze od ponad godziny i nijak nie mogę jej uspokoić. Już
nie wiem, co robić – zaskomlałam płaczliwie.
-Mam przyjechać?
-Jakbyś mógł… - odparłam niepewnie.
-Jasne. Zaraz będę. – Rozłączył się.
Po kilkunastu minutach rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Otworzyć
poszłam z Julką, bojąc się ją zostawić.
-Nadal? – spytał brunet, wchodząc do środka.
-Jak widać – odparłam.
Zdjął kurtkę, rozgrzał się i wziął ode mnie małą. Spacerował
z nią po salonie, a ja w tym czasie poszłam zaparzyć dwie herbaty. Kiedy nalewałam
wrzątek do kubków, płacz powoli ucichł, a zastąpił go cichy i delikatny śpiew. Zamarłam
w bezruchu. Ja też próbowałam jej śpiewać i to przyniosło wręcz odwrotny skutek
niż teraz. Cóż, widocznie mój głos się Julci nie podoba. A Erik… Boże, on jest
niesamowity! Wzięłam kubki i razem z nimi poszłam po cichutku do salonu. Stawiając
naczynia na stoliku, niestety wypłoszyłam chłopaka z jego świata śpiewu. Ale przynajmniej
Julka już dobrze spała. Na wszelki wypadek na kanapie usiadł z nią, bujając się
lekko. Klapnęłam sobie koło niego i patrzyłam na nich z podziwem. Ja męczyłam
się przez ponad godzinę, a on? Wziął dziecko na ręce, kilka minut i po sprawie.
Geniusz! Albo moja córka już tak bardzo go polubiła…
-Czemu mi się tak przyglądasz? – zapytał, sięgając po swój
kubek. Nie było to łatwe, więc mu podałam. Podziękował mi delikatnym uśmiechem.
-Jak Ty to robisz?
-Co takiego?
-Jakim cudem ona przy Tobie tak szybko się uspokaja? Ja próbowałam
ją uśpić wszelkimi sposobami przez ponad godzinę i nic! Już straciłam nadzieje.
I siły.
-Trzeba było od razu zadzwonić.
-Myślałam, że sobie poradzę – rzekłam smutno. –Poza tym nie
chciałam Ci przeszkadzać.
-Przestań – upomniał mnie, odłożył kubek i wstał. –Odłożę ją
do łóżeczka.
I poszedł na górę. A ja… Dotarł do mnie pewien bolesny fakt.
Jestem beznadziejną matką…
-Hej, co jest? – Nawet nie zauważyłam, kiedy wrócił chłopak.
-Nic. – Posłałam mu blady, wymuszony uśmiech.
-Przecież widzę. Mnie możesz powiedzieć – mówił poważnie i
szczerze. Pochyliłam się, opierając łokcie o kolana i ukryłam twarz w dłoniach.
-Nie potrafię uspokoić własnej córki. Nie mogę cały czas
korzystać z Twojej pomocy. To…
-A niby czemu nie? – przerwał mi i odciągnął delikatnie moje
ręce. –Słuchaj. Kiedy Monika odeszła, Ty mnie nie zostawiłaś. Teraz ja nie
zostawię was. Pamiętaj o tym. Zawsze Ci pomogę.
Cały czas patrzył mi w oczy, mówiąc to, a potem mnie
przytulił. Kiedy po chwili się od siebie odsunęliśmy, brunet zapatrzył się w
moje oczy. W jego czaiła się samotność i potrzeba bliskości.
-Ja… Chyba już pójdę – szepnął, nie odsuwając się ode mnie. Zawahałam
się przez chwilę.
-Może zostaniesz? – spytałam nieśmiało. –Jest późno. Po co
masz jeździć w tę i z powrotem?
Wahał się i milczał, patrząc na mnie, jakby zastanawiał się
nad odpowiedzią. W końcu skinął powoli głową. Uśmiechnęłam się delikatnie. Oboje
wstaliśmy i poszliśmy na górę. Nie musiałam przygotowywać pokoju – był gotowy,
więc mógł się od razu położyć. Zatrzymaliśmy się przy mojej sypialni, a małe
lampeczki przy ścianie sprawiały, że nie panowały egipskie ciemności. Brunet przeszywał
mnie wzrokiem, co mnie krępowało. W końcu zrobił krok w moją stronę i pochylił
przede mną, a następnie, badając ówcześnie moją reakcję i musnął moje wargi. Powtórzył
tę czynność kilka razy, chwytając moją twarz w dłonie. Pocałunek był delikatny
i słodki. Niepewnie sama go objęłam. Po kilkunastu sekundach odsunął się, ale
nie puścił mojej twarzy. Patrząc mi głęboko w oczy, szepnął:
-Dobranoc, Kasiu. – Po czym powoli mnie puścił i zniknął w
pokoju koło mojej sypialni.
Przez co najmniej minutę stałam w tym samym miejscu i
dotykałam opuszkami palców usta. W końcu pokręciłam głową i weszłam do swojej
sypialni. Podeszłam do białego łóżeczka, w którym słodko spała moja córeczka. Moja
i Danny’ego…
Czy powinnam dopuścić do tego pocałunku? Raptem miesiąc temu
zmarł mój narzeczony, a kilka tygodni wcześniej narzeczona Erika. Czy to nie
była… zdrada? Z jednej strony podobało mi się. Nie przerwałam tego, a mogłam. Ale
z drugiej… Czułam wyrzuty sumienia.
Położyłam się, ale do rana nie zmrużyłam już oka...
ja wiedziałam, że tak będzie :P
OdpowiedzUsuńno... ale... no... foch xd Erik, fajny z Ciebie wujek, ale... panuj nad sobą :D
Czekam ;)
Czyżby Erik będzie z Kasią?
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ;*
` -Wolę, żeby była podobna do Danny’ego – powiedziałam smutno.
OdpowiedzUsuń-Byłby cho… - urwał, gdy spojrzałam na niego spod byka. –…choróbka szczęśliwy – dokończył i się wyszczerzył. Nie mogłam odpowiedzieć mu inaczej, jak tylko cichym śmiechem.` hahahaha, lezę.;d Eriś.;)
Tak, tak, ja też myslałam nad tym, że tak będzie.;d
Eeeej .. a Dann ? Płakuniam . ; [
Czekam . ; ]
PS. NIE KOŃCZ, BO ZATŁUKĘ.
Jak to kończysz? Tak coś czułam że mogą sie do siebie zbliżyć po tym wszystkim. Jak tu smutno bez Danna noo:< czekam na KOLEJNE cd;*
OdpowiedzUsuńPrzedostatni ? o.O No chyba kpicie... -.-
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że w końcu Erik coś zacznie ten tegesować :D
Zapraszam http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ .
OdpowiedzUsuńPS. Jeśli skończysz to wiesz...wybieraj trumnę, póki masz czas.:D
A teraz na serio - jak mam Cię informowac o rozdziałach, skoro kończysz opowiadanie ?
Zapraszam na next http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/ . :))
OdpowiedzUsuń